Felietony
Zguby
Wpisany przez Administrator    Wtorek, 30 Czerwiec 2009 17:38    PDF Drukuj Email

Robi się ciepło, zbliżają się wakacje. Znów czworonożne, gwiazdkowe prezenty błąkać się będą ogłupione na poboczach jezdni. Ludzie niekiedy „gubią" swoich podopiecznych w drodze nad morze. Jedyne co ich gryzie podczas urlopu, to nie wyrzuty sumienia, lecz komary.

Więcej…
 
Wybawienie czy kara?
Wpisany przez Administrator    Wtorek, 30 Czerwiec 2009 17:37    PDF Drukuj Email

Psy trafiające do schroniska w Jędrzejewie można w zasadzie podzielić na trzy grupy. Do pierwszej zaliczają się psy, które dawniej żyły w lepszych warunkach. Miały troskliwych właścicieli, mieszkały w domach, pieszczono je i bawiono się z nimi. Dla takich psiaków, schronisko jest horrorem, miejscem, do którego nigdy w pełni się nie przyzwyczaja. Zazwyczaj bardzo garną się do wolontariuszy i boleśnie przeżywają każde rozstanie z nimi po spacerze. Nie rozumieją po prostu, dlaczego muszą wracać do kojca, zamiast do domu z nowym opiekunem.

Więcej…
 
Wola przetrwania
Wpisany przez Administrator    Wtorek, 30 Czerwiec 2009 17:36    PDF Drukuj Email

Zimno, prawda? Proszę sobie wyobrazić, że zwierzęta też marzną. Pomyślmy o tym, gdy zatapiamy się w miękki fotel, w ciepłym pokoju. Czytając czasopisma poświęcone zwierzętom, można doznać zdziwienia, że wiele z nich w ogóle żyje. Brutalnie wypada porównanie właściwej opieki np. nad psami, z realiami na polskich wsiach. Psa trzeba odrobaczać, szczepić, odpchlić, leczyć, pielęgnować, zapewnić mu właściwe warunki bytowania i kontakt z właścicielem. Jakim więc cudem żyją przeciętne Azory w tzw. budach (jak śmiało określane bywa kilka skleconych desek)? Tego właśnie nie wiem. Przychodzą mi jednak do głowy dwie historie...

Więcej…
 
Wasza sprawa
Wpisany przez Administrator    Wtorek, 30 Czerwiec 2009 17:36    PDF Drukuj Email

Jeżeli zobaczysz, Drogi Czytelniku, że pies za mijanym ogrodzeniem przywiązany jest do czegoś, co dopiero po wysileniu wyobraźni przypomina budę oraz że łańcuch wpija się zwierzęciu w skórę, to co zrobisz? A jeżeli twój sąsiad miałby zwyczaj zatruwać koty błąkające się, w zasięgu jego sfrustrowanej postaci? Zwróciłbyś mu uwagę? A jeśli czyn lub jego zaniechanie nie byłoby tak ewidentnie rażące? Na przykład wiedziałbyś, że znajomy nigdy nie spuszcza psa z łańcucha albo karmi go okazyjnie, zareagowałbyś?
Konformista nie ma w zwyczaju zwracać komuś uwagi, nawet jeśli cierpi istota, która sama obronić się nie może. Priorytetem jest utrzymanie poprawnych stosunków z otoczeniem, zwłaszcza z sąsiadami. Koleżanka z towarzystwa (sic!) prosiła mnie kiedyś o interwencję. Nie śmiała zwrócić uwagi sąsiadom, którzy trzymali psa w czymś na kształt skrzynki. Bo z sąsiadami lepiej nie zadzierać. Za dużo o nas wiedzą. Orientują się, o której wracasz do domu. Do ich uszu docierają twoje rodzinne awantury. Ciekawe jak długo można udawać, że nic się nie widzi? Aż sąsiad zamiast kotem, zacznie tłuc żoną o ścianę? To pewnie dlatego w jednej z tutejszych wiosek, skatowany pies wył cztery godziny, zanim ktoś wezwał policję. Jego rozpaczliwe jęki niosły się wśród okolicznych domostw. Być może nastąpiło tzw. rozproszenie odpowiedzialności. Wraz ze wzrostem liczby świadków wydarzenia, zmniejsza się poczucie odpowiedzialności za rozwój wypadków. Brzmi znajomo?

Więcej…
 
W słowach - nie w czynach
Wpisany przez Administrator    Wtorek, 30 Czerwiec 2009 17:35    PDF Drukuj Email

Podczas tzw. akcji interwencyjnych, których dokonujemy jako członkowie Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt, mieliśmy okazję natknąć się na wiele zdumiewających zjawisk. Parokrotnie spotkałam się ze szczególnie frapującymi postawami ludzkimi. Nie jest mnie już w stanie zaskoczyć swym brakiem empatii w stosunku do zwierzęcia przeciętny polski gospodarz. Gorzej było, gdy spotkałam panią, która dowiadując się do jakiej należę organizacji, rozpoczęła długi monolog na temat swojej miłości do zwierząt. Jak to ona kocha psy jak jej żal kotów, jak okruszki rzuca ptakom i w ogóle... serce na talerzu. Po nieco przydługiej prezentacji swych niewątpliwych zalet, przystąpiła do wspomnień o jej nie żyjącym już psie - Pikusiu. Otóż kochała go ponad życie, bo i szczególnie rozumny to był czworonóg. Choć miał tylko rok, znał wiele sztuczek, którymi zabawiał całą rodzinę. Gdy zbliżała się pora powrotu dzieci ze szkoły; czekał na nie pod drzwiami. Nawet kury potrafił zagonić do kurnika, nie zjadając przy tym żadnej. Zaciekawiło mnie, jak to się stało, że już nie żyje i usłyszałam: „Pani, jak on cierpiał! Czymś się musiał zatruć, albo co... Nie jadł, a co wypił to z niego wyleciało. Tydzień wił się w konwulsjach, jakieś drgawki miał czy coś. Jak my wszyscy nad nim płakaliśmy! A jak zdechł to dojść do siebie nie mogliśmy przez miesiąc, a to do dziś nie umiem normalnie o tym mówić." Spytałam naiwnie: „l nie poszliście państwo z tym psem przez cały tydzień do weterynarza?" Kobieta spojrzała na mnie z wyrzutem i odparła: „Do weterynarza? Pani, a kto ma czas po weterynarzach jeździć?".

Więcej…
 


JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL