|
Postanowiłam sporządzić ranking ZADZIWIAJĄCYCH ZDARZEŃ MINIONEGO TYGODNIA. Zacznę od ostatniego miejsca, aby zbudować należyte napięcie. Miejsce piąte przyznaję zdarzeniu pt. „Kozioł ofiarny". To idzie tak: akcja trzcianeckiej policji, funkcjonariusze patrolowali ulice miasta, aby wyplenić zło. Zło działo się tam, gdzie zazwyczaj. Policja natomiast ukarała mandatem... starszego pana. Nie dilował on narkotyków, o nie. Wracał z działki rowerem, a przy nodze biegł jego łagodny, mały pies. A powinien być na smyczy. Podobnie jak kilkanaście innych psów, biegających po mieście.
Na czwartym mam: „Przeżyje - nie przeżyje". Dzieci siedzą sobie na ławce w Wieleniu i tępo patrzą, jak młody szpak, który wypadł z gniazda, stoi na środku jezdni. Mijające auta przewracają go podmuchem... Ach, ten głód adrenaliny - może wreszcie, któreś go przejedzie... Trzecie miejsce pt. „ Powołanie", też wiąże się z historią o szpaku. Ponieważ lekarz weterynarii, do którego zawieziono ptaka (i nie zrobiły tego dzieci z ławki), nie zechciał nawet obejrzeć pacjenta. Zaczął od umywania rąk, w sensie „piłatowym". „Higiena przede wszystkim"- tak brzmi tytuł zdarzenia na miejscu drugim. Słoneczny dzień, pani w garsonce, mały psiak na smyczy. Wtem zwierzę psuje ten sielankowy obraz, bo zaczyna robić kupkę na trawniku. Zapieram dech, gdy pani wyciąga papier. Czyżby ktoś sprzątał po swoim psie? Kobieta jednak ze stoickim spokojem wytarła psu pupę i zostawiła papier obok kupki. I wreszcie miejsce pierwsze: „Lazł gdzie nie trzeba". Ponad siedemdziesięcioletni mężczyzna zadeptuje szczeniaka na śmierć. Twierdzi, że niechcący, tylko raz i w dodatku niezupełnie. Szykuje się kolejna sprawa do umorzenia. No bo skoro „niezupełnie", to pewnie „nie wyczerpał znamion czynu zabronionego". Beata Maciejewska
|