Wola przetrwania
Wpisany przez Administrator    Wtorek, 30 Czerwiec 2009 17:36    PDF Drukuj Email

Zimno, prawda? Proszę sobie wyobrazić, że zwierzęta też marzną. Pomyślmy o tym, gdy zatapiamy się w miękki fotel, w ciepłym pokoju. Czytając czasopisma poświęcone zwierzętom, można doznać zdziwienia, że wiele z nich w ogóle żyje. Brutalnie wypada porównanie właściwej opieki np. nad psami, z realiami na polskich wsiach. Psa trzeba odrobaczać, szczepić, odpchlić, leczyć, pielęgnować, zapewnić mu właściwe warunki bytowania i kontakt z właścicielem. Jakim więc cudem żyją przeciętne Azory w tzw. budach (jak śmiało określane bywa kilka skleconych desek)? Tego właśnie nie wiem. Przychodzą mi jednak do głowy dwie historie...
Cywil wiódł żywot na jednym z gospodarstw w powiecie. Za dom służyła mu zardzewiała beczka. Odpchlany nie bywał, bo jak głosi jeden z mitów kultywowanych przez niektórych gospodarzy, pies jest czujniejszy, jak go żrą pchły. Przynajmniej nie może zasnąć. Faktycznie Cywil nie mógł zasnąć do tego stopnia, że aż zaczął wyć dniami i nocami. Do naszej organizacji napisała sąsiadka z prośbą o interwencję. - Zróbcie coś, bo ten pies wyje z bólu, tak go pchły gryzą - prosiła. Na nasz widok właściciel psa oznajmił, że zwierzę po prostu już schodzi z tego świata, bo jest stare i dlatego cierpi. Gospodarz nie krył zdziwienia, gdy po odpchleniu psa, beczki i okolic, w Cywila wstąpił nowy duch. - Pani, ten pies odmłodniał o dziesięć lat - oznajmił na kolejnej kontroli. Po jakimś czasie przywieźliśmy Cywilowi budę z prawdziwego zdarzenia. - Po co to? - usłyszeliśmy. - Ponieważ pies nie może mieszkać w beczce - wyłożyłam. Oczy gospodarza zrobiły się okrągłe ze zdziwienia. - Pani, ale on w niej mieszka już dziesięć lat i nic mu nie jest - brzmiała odpowiedź.
Sąsiadka mojej babci natomiast charakteryzowała się tym, że co kilka miesięcy miała nowego czworonoga. Mieszkała na wsi, z dala od innych domostw. Wybierałam się do niej z babcią jako mały brzdąc i z zapartym tchem czekałam, jakiż to piesek ukaże się tym razem moim oczom. Za każdym razem ukazywał się inny...- Gdzie jest Pikuś (Puszek, Murzyn, Kajtek, Bari, Tera, Perła itd.)? - pytałam. Odpowiedź zawsze była taka sama: - Znów mi go otruli, najadł się czegoś i padł. Tajemniczymi sprawcami mieli być sąsiedzi, którzy choć oddaleni o kilkaset metrów i sami hodujący zwierzęta, nie wiedzieć czemu upodobali sobie trucie jej psów. Musiało upłynąć trochę czasu, zanim powiązałam pewne fakty. Przypomniałam sobie, że potajemnie karmiłam psy tej pani. Pochłaniały wszystko, bo właścicielka dawała im jeść okazyjnie, raz na kilka dni. Usiłowałam też ocieplić jakoś ich schronienia, bo przypominały miniaturową wiatę, a nie budę. Nie podobało się to gospodyni. Koce i swetry, które przywoziłam z domu, zawsze jej się na coś przydały i wyciągała je z budy - wiaty zaraz po moim wyjściu. Natomiast słoma zaśmiecała podwórko i też natychmiast znikała. Nie muszę chyba wspominać, że nie było mowy o szczepieniach i tym podobnych luksusach?
Te psy żyły, fakt. Były jednak chorowite i słabe. Cierpiały z bólu, głodu, chłodu i pragnienia. Dlatego umierały bez pomocy sąsiadów. Wtedy po raz pierwszy doświadczyłam, że czyjeś istnienie może nie mieć dla kogoś wartości. Po raz drugi zetknęłam się z tym zjawiskiem na lekcji historii. Nauczycielka opowiadała nam o tym, co robiono z ludźmi w obozach zagłady.

Beata Maciejewska

Komentarze
Dodaj nowy
eva  - psi horror   |2011-08-12 22:48:18
Witam,
takie przypadki traktowania psów nie są odosobnione, niestety.
Na naszych wsiach pokutuje jeszcze mentalność o pożyteczności.Zwierzęta hodowlane trzyma się do momentu uzyskania z nich profitu. A pies? Też musi na siebie "zarobić". Utrzymuje się go jak najmniejszym kosztem do pilnowania. Gdy gospodarstwo prosperuje i "stróż" ma się lepiej a jak nie to cierpi wg gradacji pożytku.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."