| Sprzedawali psy z chlewa |
|
Wpisany przez POW
Poniedziałek, 16 Sierpień 2010 10:40 |
 |
 |
 |
|
|
Piętnaście zaniedbanych i chorych psów odebrało „Pogotowie dla Zwierząt” właścicielom pseudohodowli w gminie Kaczory (powiat pilski). Zwierzęta trzymane były między innymi w chlewie, w klatach po kojcach na świnie. Powinny być w domu, bo sprzedawano je w większości jako rasy pokojowe. Małżeństwo zajmowało się hodowlą psów w typie rasy pekińczyk, york, shi-tzu, chihuahua, owczarek niemiecki i bernardyn. - Zwierzęta wystawiane były na portalach internetowych. Ludzie dzwonili i płacili nawet 900 złotych za szczeniaka – mówi Krystyna Kukawska, wiceprezes „Pogotowia dla Zwierząt”. Nikt jednak nie sprawdzał warunków w jakich zwierzęta żyją. Klienci nie byli wpuszczani do pomieszczenia, gdzie trzymane są psy. Po transakcji jechali do lekarzy i tam dowiadywali się, że z zakupionym „towarem” nie jest najlepiej. – Nie były szczepione nawet przeciwko wściekliźnie, były brudne od odchodów, zapchlone i zarobaczone. Takie informacje docierały do naszej organizacji. Dlatego postanowiliśmy sprawdzić, jak jest na miejscu – ocenia Grzegorz Bielawski z „Pogotowia dla Zwierząt”.
|
|
|
| Dziki są już bezpieczne |
|
Wpisany przez GB
Sobota, 14 Sierpień 2010 21:43 |
 |
 |
 |
|
|
Do zagrody dla dzików w Goraju w gm. Lubasz trafiła matka z trzema dzikami. Była poraniona, bo myśliwi zamiast ją profesjonalnie odłowić zadawali rany. Locha nie jest dzika – garnie się do ludzi podobnie jak małe. Dziki na osiedlu Kosmonautów w Poznaniu pojawiły się już zimą. Oswoiły się z mieszkańcami, bo ci je dokarmiali. Mimo obietnic, że zwierzęta wywiezione zostaną do lasu odpowiednie służby nie reagowały. W jedną z niedziel mama – dzik wraz z trzema młodymi przyszła na plac zabaw przed blok nr 19 na os. Kosmonautów w Poznaniu. Mieszkańcy zamknęli furtkę od placu zabaw i zadzwonili po straż miejską. Funkcjonariusze byli bezradni. Nie wiedzieli co mają począć z rodziną dzików. Powiadomili lekarza weterynarii, który nie przyjechał na miejsce. Łowczy okręgowy, którego także zaalarmowano przysłał kilku członków Koła Łowieckiego. Ci próbowali pojmać dzika.
|
|
| Krwawa akcja na placu zabaw |
|
Wpisany przez GB
Wtorek, 13 Lipiec 2010 12:01 |
 |
 |
 |
|
|

Sprawą myśliwych z Poznania zajęła się już policja. Aż sześć przestępstw z Ustawy o Ochronie Zwierząt popełnili myśliwi, którzy w minioną niedzielę na os. Kosmonautów 19 w Poznaniu próbowali odłowić lochę z trzema młodymi. Poranione przez członków Polskiego Związku Łowieckiego zwierzę pozostawiono bez pomocy weterynaryjnej. – W tej sprawie złożyliśmy wniosek o ściganie i ukaranie sprawców – mówi Grzegorz Bielawski z „Pogotowia dla Zwierząt”. Sprawę wyjaśniają funkcjonariusze z Komisariatu Poznań Północ. Dziki na osiedlu Kosmonautów w Poznaniu pojawiły się już zimą. Oswoiły się z mieszkańcami, bo ci je dokarmiali. Mimo obietnic, że zwierzęta wywiezione zostaną do lasu, odpowiednie służby nie reagowały. W minioną niedzielę mama – dzik wraz z trzema młodymi przyszła na plac zabaw przed blok nr 19 na os. Kosmonautów w Poznaniu. Mieszkańcy zamknęli furtkę od placu zabaw i zadzwonili po straż miejską.
|
|
| Język urwany sznurkiem od snopowiązałki |
|
Wpisany przez Kuba
Poniedziałek, 21 Czerwiec 2010 19:47 |
 |
 |
 |
|
|
Pogotowie dla Zwierząt od kilkunastu dni zajmuje się wyjaśnianiem zdarzenia w Mysłowicach. Tam podczas wprowadzania konia do przyczepy w miejscowym ośrodku jeździeckim koń stracił część języka. Przeciął go zawiązany na nim sznurek. Sławomir Liszka z Dąbrowy Górniczej, właściciel poszkodowanej klaczy o imieniu „Sali” oskarża o ten czyn stajennego i menagera stajni „Purus” w Mysłowicach. Ci nie przyznają się do winy i z kolei obwiniają właściciela zwierzęcia. „Pogotowie dla Zwierząt” zawiadomiło organy ścigania. Poszkodowany koń na szczęście jest już bezpieczny. Przebywa pod opieką lekarza weterynarii. Ponieważ sezon jeździecki już rozpoczęty, trzeba wykorzystać szansę uczestnictwa w zawodach. Tak było również w ośrodku jeździeckim „Purus” w Mysłowicach. Część koni już wyruszyła na zawody, za nimi miała podążać „Sali”, na której miała wystartować jedna z klubowiczek „Prusa”- Anita Grabiańska. To ona od pewnego czasu zajmowała się klaczą. Gniada klacz z łysiną i czterema „skarpetami” nie chciała chyba wystartować w zawodach. Nie była nauczona wchodzenia do trajlera i tym razem odmówiła posłuszeństwa. Niestety to skończyło się dla niej tragicznie. Swego uporu o mały włos nie przypłaciła życiem.
|
|
| Dramat zwierząt trwał latami |
|
Wpisany przez Kuba
Czwartek, 20 Maj 2010 09:51 |
 |
 |
 |
|
|
Były głodne, spragnione, wychudzone i odparzone od odchodów – tak latami trwał dramat zwierząt gospodarskich u Władysława Sz. w Chojnie pod Wronkami (Wielkopolska). Na terenie posesji właściciel trzymał bydło, świnie, konia i psy. W żłobach zamiast paszy i wody była metrowa warstwa obornika. Zwierzęta żyły pod przeciekającym wodą sufitem, a obornik zalegał nie wyrzucany od co najmniej roku. Spały jedno na drugim, bo nie miały miejsca, aby się obrócić. Lekarz weterynarii, który dokonywał oględzin zwierząt wspólnie z inspektorami Pogotowia dla Zwierząt z Trzcianki stwierdził, iż dawno nie widział tak tragicznej kondycji zwierząt. Z terenu posesji należy jak najszybciej zabrać kilkadziesiąt zwierząt. W minioną sobotę uratowano 10 z nich - te, które cierpiały najbardziej: 6 dorosłych sztuk bydła, dwa cielaki, konia i psa.
|
|
|
|
|
|
|
|
JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL |