Zupełnym przypadkiem wolontariusze Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt stali się świadkami makabrycznego czynu na dwóch świniach. – Zbliżyłem się do chlewa i ujrzałem, jak mężczyźni trzymają dorodnego knura i wycinają mu na żywca jądra...Świnia darła się w niebogłosy, oszalała z bólu, a druga desperacko usiłowała się wydostać na zewnątrz, przerażona do granic. Nie zapomnę tego widoku – opisuje Paweł Helak z TPdZ.
Gospodarstwo dwóch braci Władysława i Antoniego O. z Jędrzejewa, gm. Czarnków, znanych ze swojego stosunku do zwierząt, od kilku lat jest obiektem kontroli TPdZ. Na przestrzeni wielu lat miało tu miejsce systematyczne głodzenie bydła i koni, utrzymywanie ich w stanie rażącego niechlujstwa i nie leczonej choroby. W końcu wolontariusze odebrali zwierzęta w myśl art.7.3. Ustawy o Ochronie Zwierząt, a Władysław O. został skazany prawomocnym wyrokiem za znęcanie się nad zwierzętami. Więcej pisaliśmy o tym we wcześniejszych numerach „Tygodnika Noteckiego”. Nie zrażeni doświadczeniami z prawem bracia, zaopatrzyli się w świnie, mają też psa i kota. Zgodnie twierdzą, że zwierzęta nalezą do Antoniego O. Podczas rutynowej kontroli warunków utrzymania zwierząt, w czwartek, 25 stycznia br. wolontariusze TPdZ natknęli się na skandaliczne praktyki. Wchodząc na podwórko usłyszeli przeraźliwe odgłosy wydawane przez świnie. – Stanęliśmy jak sparaliżowani. Zorientowaliśmy się po zaparkowanych na podwórku samochodach, że chyba trafiliśmy na tzw. świniobicie. Kiedy jednak dźwięki jakby zarzynanych świń nie ustawały, udaliśmy się w tamtym kierunku – mówi Joanna Grośty, prezes TPdZ. Czterej mężczyźni, w tym dwaj bracia O. byli tak zaaferowani wykonywaną czynnością, że nawet nie zauważyli przybyłych. – Zbliżyłem się do chlewa i ujrzałem, jak mężczyźni trzymają dorodnego knura i wycinają mu na żywca jądra...Świnia darła się w niebogłosy, oszalała z bólu, a druga desperacko usiłowała się wydostać na zewnątrz, przerażona do granic. Nie zapomnę tego widoku – opisuje Paweł Helak z TPdZ. Członkowie TPdZ zaczęli krzyczeć, aby mężczyźni zostawili świnie w spokoju. – Co panowie robią?! – zapytała jedna z wolontariuszek. Skonsternowani mężczyźni nie potrafili w pierwszej chwili nic odpowiedzieć. Wreszcie padło kilka wulgarnych wypowiedzi, po czym Antoni O. ruszył na wolontariuszkę i usiłował ją zastraszyć krzykiem i groźbami. - Nie chciał wytłumaczyć, dlaczego to robią, tylko trząsł się i uderzał we mnie palcem. Nie uzyskaliśmy odpowiedzi od pozostałych mężczyzn, czy znajduje się wśród nich lekarz weterynarii – wspomina wolontariuszka. Antoni O. nakazał opuścić swoją posesję, ponieważ z trudem panował nad agresją, wolontariusze wycofali się. Wrócili po kilkunastu minutach z policją i lekarzem weterynarii. Na terenie posesji przebywał już tylko Antoni O. Przyjął wszystkich z pozornym spokojem, utrzymując, że nic się nie stało. Ot, zwyczajny zabieg kastracji, nawet z udziałem technika weterynarii. Nie chciał jednak podać jego nazwiska. Pozostali mężczyźni jakby zapadli się pod ziemię, jeden z nich pośpiesznie odjeżdżał autem. I tylko krew na ścianach w chlewie, przerażenie wtulających się w siebie na widok ludzi świń oraz ich rozległe rany w okolicach odbytu świadczyły niezbicie o tym, co przed chwilą miało tu miejsce. Badanie lekarza weterynarii potwierdziło, że kastracja została przeprowadzona bez znieczulenia. Decyzja wójta była natychmiastowa, wyraził zgodę na zabranie świń. Z uwagi na przeżyty przez nie stres oraz stan zdrowia, transportowanie ich tego samego dnia było niewskazane. Świnie zabrano następnego dnia, a sprawą zajmuje się Komenda Powiatowa Policji w Czarnkowie. Jak udało się nam dowiedzieć, Antoni O. złożył odwołanie od decyzji wójta i domaga się zwrotu świń. Beata Maciejewska Z ustawy o Ochronie Zwierząt: Art. 27. 2. Zabiegi lekarsko weterynaryjne i zootechniczne lub inne zabiegi wynikające z technologii produkcji mogą być wykonywane na zwierzętach wyłącznie przez osoby posiadające kwalifikacje określone odrębnymi przepisami, Z ZACHOWANIEM KONIECZNEJ OSTROŻNOŚCI, W SPOSÓB ZAPEWNIAJĄCY OGRANICZENIE CIERPIEŃ I STRESU ZWIERZĘCIA. Art. 27. 3. ZABIEGI POWODUJĄCE BÓL WYKONUJE SIĘ W ZNIECZULENIU OGÓLNYM ALBO MIEJSCOWYM, z wyjątkiem tych zabiegów, które według zasad sztuki weterynaryjnej wykonuje się bez znieczulenia. Moim zdaniem: Dla ludzi z rozwiniętą uczuciowością wyższą czyn braci O. jest niedopuszczalny i rodzi obawę o kondycję psychiczną polskiego chłopa. Jak jednak podpowiada mi zdobyte w tej materii doświadczenie, znajdą się i tacy, którzy orzekną: przecież świnia i tak jest do jedzenia. No tak, niektórym służy ona za pokarm i nie budzi takiego współczucia jak, dajmy na to, pies. Czy jednak powinno nam być obojętne, czy nasze jedzenie cierpiało straszliwe męki, zanim wylądowało na talerzu? Wiadomo powszechnie, że w mięsie zestresowanych zwierząt znajduje się nie tylko ogromna ilość adrenaliny, ale także innych toksycznych substancji. Pomyśleć o tym powinni zwłaszcza ci, którzy sami modlą się o łagodną śmierć. Beata Maciejewska
|