| Zakneblował konia łańcuchami i zamknął pysk na kłódkę | ||||
|
|
Na nosie zwierzęcia pod grubym łańcuchem znajdowały się blizny. Były również widoczne po obu stronach czaszki nad oczami. Na grzbiecie konia widniały plamy białej sierści co świadczyło o martwicy powstałej od odparzeń od uprzęży. Na prawej przedniej kończynie na nadpęciu widniała blizna prawdopodobnie od trzymania na uwięzi. - Koń w momencie dokonywania oględzin był przez cały czas podenerwowany. Wynikało to z kilku powodów. Po pierwsze – jego głowa była obolała od ściskania łańcuchami. Były one grube a co za tym idzie ciężkie i wrzynały mu się w skórę. Dodatkowo łańcuchy spinała kłódka, uniemożliwiająca oswobodzenie konia. Po drugie - zachowanie konia świadczyło również o złym traktowaniu go przez właściciela, gdyż przy każdym gwałtowniejszym ruchu koń zadzierał głowę w obawie, iż zostanie uderzony – informuje Grzegorz Bielawski z „Pogotowia dla Zwierząt” Na miejsce wezwano właściciela. Zwierzę na jego widok kuliło się jakby wiedziało, że będzie bite. Zupełnie inne reakcje miało w momencie, gdy do niego podchodziła osoba obca. Wtedy koń zaciekawiony spoglądał na nią. Nie kulił się i nie uciekał. W ocenie inspektorów ds. ochrony zwierząt koń ocierał się mocno całą głową o człowieka – dlatego że chciał się uwolnić od cierpienia. Ogier przebywał na łące, gdzie nie było wiaty chroniącej go przed deszczem, wiatrem, słońcem i owadami. O tej porze roku owady w postaci meszek są szczególnie niebezpieczne dla zwierząt kopytnych. Z relacji świadków wiadomo, że właściciel pozostawiał konia na łące co najmniej kilka dni i nocy – i to w okresie ciągłym. Koń nie miał wówczas dostępu do wody. Z relacji sąsiadów Zygmunta F. wynika, iż oni sami poili zwierzę, ponieważ właściciel się tym nie interesował. Świadkowie widzieli także jak mężczyzna bije konia kołkiem po głowie. Zresztą ona sam do tego się przyznał podczas interwencji. - Nie jest posłuszny, więc go bije. A co mam innego robić? Jakie mam wyjście? – próbował przekonać policjantów i członków „Pogotowia dla Zwierząt” - Zwierzę natychmiast zabrano właścicielowi, gdyż dalsze pozostawienie go zagrażało jego życiu. Z dokumentacji filmowej i fotograficznej jaką wykonali sąsiedzi a także my w dniu interwencji jasno wynika, że zwierzę było bite. Obrażenia na cele o tym także świadczą – mówią inspektorzy pogotowia. Policjanci i animalsi poszli za ciosem. Dokonano oględzin także pomieszczeń przeznaczonych na stajnie – już na terenie posesji, gdzie zamieszkuje Zygmunt F. Warunki panujące w tych pomieszczeniach były bardzo rażące. Pomieszczenie w jakim właściciel przetrzymywał konia po sprowadzeniu go z łąki zdecydowanie nie nadawało się do tych celów. Pomieszczenie rzekomo nazywane stajnią w praktyce było rozwalającą się szopą. Było tam stanowczo za mało miejsca dla dorosłego konia. Znajdowały się w nim przedmioty mogące spowodować okaleczenie. Strop był za niski, nie było drzwi. W pomieszczeniu znajdowała się gruba warstwa odchodów, co świadczyło o tym, iż właściciel nie tylko nie sprzątał pomieszczeń od co najmniej kilku miesięcy ale również nie ścielił koniowi słomą. Nie było zapasów siana czy ziarna, żłobu ani wiadra na wodę. Wszędzie panował bałagan. Było pełno porozrzucanego sprzętu, który mógł okaleczyć konia. Był zagrożeniem dla jego zdrowia i życia. Z terenu posesji zabrano także trzy psy – sukę mix owczarka niemieckiego i dwa jej 8 tygodniowe szczeniaki. Z relacji sąsiadów wynikało, iż właściciel ich nie karmi. W dobrej kondycji były tylko dlatego, że opiekowali się nimi sąsiedzi. Oni także w upalne dni donosili im wodę. W obecności funkcjonariuszy właściciel uderzył psa łańcuchem. Za co? Za to, że ten polizał go po ręce.
KOMENTARZKrystyna Kukawska, wiceprezes „Pogotowia dla Zwierząt” Właściciel tłumaczył, iż koń ma na sobie tyle łańcuchów, ponieważ jest narowisty i nie może sobie z nim dać rady. Zwierzę miało go rzekomo atakować. Podczas dokonywania oględzin nie stwierdzono, aby koń stanowił zagrożenie dla człowieka. Co prawda był nieco nadpobudliwy ale to wynikało tylko z braku ruchu oraz z faktu iż jest ogierem i ma nadmiar energii. W takiej sytuacji konia należało wykastrować. Tymczasem jak się okazało właściciel nie chciał go wykastrować, bo jak przyznał dopuszcza do niego klacze i ma z tego zarobek po 300 zł. za pokrycie klaczy. W myśl przepisów Polskiego Związku Hodowców Koni taki proceder jest zabroniony. Do rozpłodu dopuszczone są tylko ogiery z licencją. Koń nie posiada także paszportu, co nie jest zgodne z obowiązującym prawem.
Grzegorz Bielawski, prezes „Pogotowia dla Zwierząt” W Polsce za znęcanie się nad zwierzętami grozi rok więzienia. Jeżeli ktoś znęcał się w okrutny sposób – grożą już dwa lata pozbawienia wolności. Ja uważam, iż mężczyźnie z Choszczna powinna grozić ta bardziej surowa kara. Koń ma bardzo wiele blizn i odparzeń na ciele po łańcuchach – także w pysku. Mamy także informację, iż wcześniejsze szczeniaki jakie rodziła zabrana przez nas suczka były topione w rzece. Przesłuchujemy więc kolejnych świadków, którzy zgłaszają się do nas i chcą zeznawać w tej sprawie.
Potrzebna pomoc! Zagłodzonym i chorym zwierzętom można pomóc. Pogotowie dla Zwierząt cały czas zbiera fundusze na ich leczenie i utrzymanie. Można je także adoptować - czekają na nowe domy. Tel. 513 569 791, www.animals.org.pl
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |

















