|
Do dwóch lat więzienia grozi Krzysztofowi L. z gminy Obrzycko. Mężczyzna porzucił psy w lesie. Pogryzione z ranami na ciele czekały tam na pewną śmierć. Jeden z nich ma sepsę i złamaną miednicę. Oba psy miały w sobie ponad… 200 kleszczy! Uratowane zostały dzięki mieszkańcowi gminy, który zauważył je w lesie i o zdarzeniu powiadomił „Pogotowie dla Zwierząt”. Krzysztof L. z gminy Obrzycko traktuje dobrze tylko te zwierzęta, z których ma zysk. Czyli bydło. Sprzedaje je na mięso, więc nic dziwnego, że muszą być w dobrej kondycji. A psy? - To fałszywe stwory - zapewnia tych, którzy przyjechali do niego zapytać o stan zdrowa zwierząt.
Jest niedziela. Drogą leśną w okolicy Obrzycka spacerują mieszkańcy. Jeden z nich zauważa, że w krzakach coś szeleści. Podchodzi bliżej – okazuje się, iż leżą tam dwa psy. Zwierzęta miały przebywać tam już od dłuższego czasu. W tym celu na miejsce udał się patrol interwencyjny „Pogotowia dla Zwierząt”. Po dojeździe na miejsce okazało się, iż w kompleksie leśnym leżą dwa psy. Pierwszy z nich to samiec - mniejszy - ważący ok. 5-9 kg. Zwierzę trzęsło się. Na głowie i ciele miało rany szarpane - prawdopodobnie powstałe na skutek ugryzienia przez inne zwierzę. Pies miał pozlepianą sierść, zaczerwienioną skórę na całym ciele i ranę w okolicach odbytu. Stan zwierzęcia był bardzo zły – zarówno fizyczny jak i psychiczny. Nie było z nim żadnego kontaktu. Zwierzę było wyczerpane, nie piło i nie jadło. Nie poruszało się także o własnych siłach. Drugi z psów – w typie mix owczarka niemieckiego ważył ok. 25-30 kg. Była to suka. Na jej ciele również stwierdzono obecność kilkudziesięciu kleszczy. Pies miał matową sierść. Był apatyczny. Przejawiał agresje w momencie próby pomocy mniejszemu psiakowi. Bardzo prawdopodobne jest to, że zwierzę wiedząc, iż młody psiak jest chory – broniło go. Psa udało się odciągnąć dopiero w momencie, kiedy otwarto puszkę z karmą. Zwierzę rzuciło się na jedzenie. Było bardzo wygłodniałe.







W międzyczasie osoby z patrolu interwencyjnego przeszukiwały teren. Kilkaset metrów dalej znajdowała się posesja. Jej właściciel – Krzysztof L. poinformował, iż posiada trzy psy, ale dwóch psów obecnie nie ma na terenie gospodarstwa. Na pytanie, gdzie się znajdują i od kiedy ich nie ma – nie potrafił odpowiedzieć. Na miejsce znalezienia psów wezwany został patrol policji z Komendy Powiatowej Policji w Szamotułach. Po dokonaniu oględzin miejsca zdarzenia inspektorzy „Pogotowia dla Zwierząt” oraz policjanci udali się na teren wskazanej posesji, gdzie zamieszkiwało małżeństwo L.
Inspektorzy okazali Krzysztofowi L. dwa psy znalezione w lesie. Ten zaprzeczył jednak, aby były jego własnością. Pytany był o to kilkakrotnie. Za każdym razem odpowiadał, iż psów nie zna i nie wie, do kogo należą. Świadkami tych słów byli inspektorzy „Pogotowia dla Zwierząt” Grzegorz Bielawski, Katarzyna Kuźmicz, Elżbieta Jaźwiecka, Jakub Monterial, Małgorzata Krzysztofik oraz inni, w tym funkcjonariusze.

Grzegorz Bielawski poprosił Krzysztofa L., aby pozostał przy wjeździe do posesji, a sam z policjantami udał się do domu, gdzie przebywała żona właściciela – Barbara L. Ona w okazanych psach bez problemu rozpoznała zwierzęta, które należą do niej i do męża. Krzysztof L. stwierdził, iż psów nie chce z powrotem, bo są - jak się wyraził - „darmozjadami” i są „fałszywe”.



Dokonano również kontroli gospodarstwa należącego do państwa L. Okazało się, że na terenie posesji jest jeszcze jeden pies - przywiązany łańcuchem do budy, bez obroży. Zwierzę nie ma dostępu do świeżej wody, buda, w której mieszka - nie spełnia żadnych norm, to znaczy nie chroni psa przed zimnem, wiatrem, deszczem i mrozem. Nie jest odizolowana od ziemi. Pies jest mocno zakleszczony. „Pogotowie dla Zwierząt” wydało natychmiastowe zalecenia poprawy warunków utrzymania psa. Skontrolowano także warunki trzymania bydła. Stwierdzono dobrą kondycję zwierząt. Właściciel przyznał także, iż dba o bydło, ponieważ ma z tego pieniądze. Z psów pieniędzy nie ma, więc dlatego ich nie leczył i nie prowadził wobec nich zabiegów zabezpieczających przed chorobami. Właściciel psów pozostawiając je w lesie, naraził je na niebezpieczeństwo. Dlatego o sprawie powiadomiono policję. Gmina wydała decyzję administracyjną o odbiorze zwierząt. Teraz właściciela czeka rozprawa w sądzie.
|