Dramat zwierząt trwał latami
Wpisany przez Kuba    Czwartek, 20 Maj 2010 09:51    PDF Drukuj Email

Były głodne, spragnione, wychudzone i odparzone od odchodów – tak latami trwał dramat zwierząt gospodarskich u Władysława Sz. w Chojnie pod Wronkami (Wielkopolska). Na terenie posesji właściciel trzymał bydło, świnie, konia i psy. W żłobach zamiast paszy i wody była metrowa warstwa obornika. Zwierzęta żyły pod przeciekającym wodą sufitem, a obornik zalegał nie wyrzucany od co najmniej roku. Spały jedno na drugim, bo nie miały miejsca, aby się obrócić. Lekarz weterynarii, który dokonywał oględzin zwierząt wspólnie z inspektorami Pogotowia dla Zwierząt z Trzcianki stwierdził, iż dawno nie widział tak tragicznej kondycji zwierząt. Z terenu posesji należy jak najszybciej zabrać kilkadziesiąt zwierząt. W minioną sobotę uratowano 10 z nich - te, które cierpiały najbardziej: 6 dorosłych sztuk bydła, dwa cielaki, konia i psa.

 

Rodzina Sz. jest nieporadna - w roku ubiegłym cała Polska była świadkami sytuacji, gdy sąd zabrał im małą Różę, bo kuratorzy byli zgodni, iż nie ma właściwej opieki. Potem warunkowo je oddano. Teraz dobrze byłoby, aby różne instytucje, a przede wszystkim sąsiedzi, pomogli tym ludziom zaopiekować się zwierzętami.

W gospodarstwie Władysława Sz., zam. Chojno – Błota Wielkie, gm. Wronki, inspektorzy Pogotowia dla Zwierząt w Trzciance oraz Powiatowy Inspektorat Weterynarii Szamotułach dokonywali kilkakrotnych kontroli. W wyniku tych kontroli Władysław Sz. otrzymał do zrealizowania wiele zaleceń w związku z utrzymywaniem bydła, trzody chlewnej i konia oraz zwierząt towarzyszących, tj. psów. Generalnie zalecenia te skutkowały zmniejszeniem liczby stada bydła i trzody chlewnej oraz poprawy warunków ich bytowania.

- U dwóch krów występowało skrajne wychudzenie - mówi Janusz Uryga. - Były widoczne kości miednicy, można było policzyć wszystkie wyrostki kręgosłupa.

Krowy przebywały na grubej warstwie obornika.

Krowy oblepione były obornikiem.

W gospodarstwie Władysława Sz. od wielu lat zwierzęta utrzymywane są w rażących warunkach: na oborniku bez ściółki - powodującym odparzenia, nie są żywione, leczone, nie mają prowadzonych zabiegów pielęgnacyjnych. Część obiektów w jakich trzymane są zwierzęta w ogóle nie nadaje się do tych celów – są za niskie, bez dachu i stwarzają zagrożenie dla pobytu zwierząt w tym gospodarstwie. Zwierząt jest także za dużo jak na metraż budynków gospodarczych, nie mieszczą się więc na wyznaczonej powierzchni, w pomieszczeniach panuje ścisk. Były sytuacje, że bydło trzymane było razem z trzoda chlewną – bez żadnej przegrody! Mimo ostrzeżeń, zaleceń i nakazów, warunki utrzymywania zwierząt nie poprawiły się. Latem 2009 roku Władysławowi Sz. odebrano kilkanaście psów. Były utrzymywane w rażących warunkach bytowania, tj. przypięte sznurkami do maszyn rolniczych z tyłu posesji. Były zapchlone, zarobaczone i chore, miały biegunkę. Kilka suk było w ciąży. Gdyby urodziły się młode – na terenie posesji byłoby około 40 psów! Poza posesją znaleziono kilkanaście martwych szczeniaków – miały odrąbane główki od tułowia. Mimo zaleceń zakazu rozmnażania psów właściciel nadal dopuszczał sukę do krycia. Kolejne jej szczeniaki nadal trzymane były w rażących warunkach.

Starania w zakresie zmniejszenia liczebności stada bydła i trzody chlewnej, zarówno Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Szamotułach jak i inspektorów ogólnopolskiej organizacji ratującej zwierzęta – „Pogotowia dla Zwierząt” z Trzcianki nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Do Pogotowia docierały kolejne sygnały o tragicznej sytuacji zwierząt w tym gospodarstwie. W dniu 13 maja br. na posesję Władysława Sz. udała się inspektor Katarzyna Kuźmicz. Sporządziła dokumentację fotograficzną i stwierdziła, iż warunki zwierząt się nie poprawiły, a dużej części z nich zagraża utrata zdrowia lub życia.

W dniu następnym, tj. 14 maja br. dokonano ponownej kontroli gospodarstwa. Warunki w jakich żyją zwierzęta ocenili: Powiatowy Lekarz Weterynarii w Szamotułach oraz członkowie Zarządu Pogotowia dla Zwierząt w Trzciance - Krystyna Kukawska i Grzegorz Bielawski. W ich ocenie również niektórym zwierzętom zagrażało życie. Szczegółową kontrolę dobrostanu zwierząt zaplanowano na godziny ranne w sobotę. Wspólnie z lekarzem weterynarii, Januszem Urygą – członkowie Pogotowia dla Zwierząt dokonali ponownego sprawdzenia. Lekarz po obejrzeniu trzech krów, które były trzymane razem z 17 świniami na 54 metrach cuchnących zalegającym grubą warstwą obornikiem, przyznał, że dawno już nie widział tak zaniedbanych zwierząt. - U dwóch krów występowało skrajne wychudzenie - mówi Janusz Uryga. - Były widoczne kości miednicy, można było policzyć wszystkie wyrostki kręgosłupa. Nigdy w życiu nie widziałem tak wystających guzów kulszowych, które można było ująć całą dłonią, a to wskazuje, że krowy były głodzone od dłuższego czasu. Podjęto natomiast decyzję o zabraniu tych zwierząt, których kondycja była najgorsza - osiem sztuk bydła, w tym dwa cielaki, konia oraz psa, który był przywiązany łańcuchem do snopka.

W budynku murowanym naprzeciwko znajdowało się pomieszczenie dla konia, o wymiarach 2 metry na 6 metrów. W pomieszczeniu znajdowała się gruba warstwa obornika, powodująca obniżenie pomieszczenia do ok. 170cm, co uniemożliwiało zwierzęciu właściwe poruszanie się. Ze ściany wystawały niezabezpieczone przewody elektryczne, a z sufitu wychodziły długie gwoździe, które były zagrożeniem dla zdrowia zwierzęcia – kaleczyły mu grzbiet i szyję. Koń nie mógł się swobodnie wyprostować, stał w nienaturalnej pozycji. Klacz znajdująca się w pomieszczeniu była w wieku ok. 10 lat, gniada z gwiazdką i wąską łysiną, lewa tylna noga ze stawem pęcinowym biała. Klacz była bardzo spragniona wody, po wypuszczeniu z pomieszczenia rzuciła się łapczywie do pojemnika z wodą i bardzo długo piła. Koń w był w kondycji złej, sierść matowa, zmierzwiona, nie wyliniała, na skórze liczne wyłysienia prawdopodobnie na skutek niedoborów żywieniowych, zanik mięśni, stawy skokowe oblepione obornikiem, kopyta do korekcji.

W tym samym budynku znajdowało się pomieszczenie, do którego prowadziły drzwi z boku, na wprost wjazdu na posesję. Przed drzwiami znaleziono zalegający obornik. Po otwarciu drzwi wyczuwalne duże stężenie amoniaku. W pomieszczeniu o wymiarach 6 m na 9 m znajdowało się 17 sztuk trzody chlewnej i 4 sztuki bydła. W pierwszym kojcu po prawej stronie znajdowała się maciora z knurem, stojąca na grubej warstwie obornika. Brak było śladów słomy lub innej właściwej, suchej ściółki. W środkowym kojcu znaleziono 7 sztuk tuczników, wśród nich trzy płci męskiej. Prawdopodobnie tuczniki pochodzą z jednego miotu i może dochodzić do chowu wsobnego skutkującego wadami genetycznymi. W ostatniej zagrodzie po prawej stronie odkryto 5 sztuk tuczników płci żeńskiej na grubej warstwie obornika. Na korytarzu wypełnionym obornikiem pomiędzy kojcami, chodzą bez uwięzi dwa tuczniki różnej płci. Mały wzrost i długa szczecina wskazują na cechy skarłowacenia, co może być skutkiem chowu wsobnego. Obok bydła zlokalizowany był kojec z maciorą na grubej warstwie obornika, brak śladów słomy, widoczne były sterczące kije z obornika. Obok maciory znajdował się wąski kojec z odrobiną ściółki, w nim przebywał cielak, który w chwili przeprowadzania kontroli znajdował się na zewnątrz. W pomieszczeniu na ścianie i suficie znajdowały się niezabezpieczone przewody elektryczne. Wszystkie zwierzęta w gospodarstwie były bardzo spragnione, wykazywały oznaki odwodnienia (naciągnięta skóra bardzo powoli wracała do pierwotnego położenia), po podaniu wody wszystkie bardzo łapczywie piły, a nawet walczyły o dostęp do wody. O niedostatecznym pojeniu zwierząt świadczy również suchy i zbity obornik znajdujący się pod zwierzętami.

Przed budynkiem gospodarczym z uszkodzonym dachem znajdował się fragment starego budynku. Przetrzymywana była tam suka, u której zauważono cieczkę. Zwierzę nie miało dostępu do wody. Była przywiązana łańcuchem, bez obroży. Pomieszczenie nie chroniło jej przed wiatrem, słońcem i opadami. Prawdopodobnie suka kolejny raz jest w ciąży. Jest szczepiona przeciwko wściekliźnie. Za budynkiem gospodarczym znaleziono szczeniaka w wieku ok. 6 miesięcy. Właściciel oświadczył, że pies nie miał szczepień. Nie miał żadnej budy ani innego schronienia, był przymocowany łańcuchem do ziemi przy snopkach słomy. Pies miał za zadanie pilnować maszyn rolniczych i docelowo również bydła. Oględziny wykazały otarcia od łańcucha, pies jest był mokry od deszczu ponieważ nie miał gdzie się schować. Miskę od wody miał odwróconą dnem do góry. Właściciel odmówił przeniesienia psa w inne miejsce.

Zwierzęta gospodarskie nie mają prawa przebywać w budynku gospodarczym po prawej stronie. Budynek grozi zawaleniem, nie ma dachu, woda przesiąka przez położoną na górze folię i snopki słomy - zalewając zwierzęta. Z uwagi na wysoką warstwę obornika bydło stoi prawie pod sufitem. W gnojowicy i deszczu prowadzony jest kabel od prądu, widoczne są wyłamane kontakty, a w związku z tym w każdej chwili może dojść do zwarcia instalacji elektrycznej i pożaru budynku. Wygłodzone i chore zwierzęta są już pod opieką Pogotowia dla Zwierząt. O sprawie powiadomiona została policja celem wszczęcia postępowania karnego przeciwko właścicielowi. Jeżeli ten w terminie kilku tygodni nie poprawi warunków pozostałych zwierząt – zostaną mu również odebrane. Pogotowie dla Zwierząt będzie domagało się dla gospodarza kary zakazu posiadania zwierząt.

Komentarze
Dodaj nowy
Anonimowy 2010-05-25 11:44:36

boze co tam sie dzieje straszne
kajAA 2010-05-29 21:52:19

SWINIAI DZIAD
MAKO 2010-05-29 21:52:44

KAJA COO
aleksandra 2010-07-13 22:10:05

Zwierzęta faktycznie przebywają w bardzo rażących warunkach i tak być nie powinno. Ten starszy człowiek, nie robi tego z jakąś premedytacją, nie znęca się świadomie bo jak sam mówi, stara się,go po prostu przerasta ta sytuacja i ktoś powinien mu pomóc poprowadzic to gospodarstwo.

Żal zwierząt i żal człowieka. ;/
Basior 2010-07-27 23:56:23

co się stalo z moim komentarzem?Cenzura?
Anonimowy 2010-08-19 10:22:59

Wcale nie żal człowieka - nie ma żadnego usprawiedliwienia dla takiego traktowania zwierząt. Jak sobie nie radził, to mógł sprzedać. ZWIERZĘTA SIEDZIAŁY W TYM CHLEWIE OD PARU LAT!!!! Ile temu cymbałowi potrzeba było czasu, żeby się zorientować, że go przerastają obowiązki?!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj32
mod_vvisit_counterWczoraj185
mod_vvisit_counterWizyt w tygodniu217
mod_vvisit_counterW ostatnim tygodniu2014
mod_vvisit_counterWizyt w miesiącu1399
mod_vvisit_counterW ostatnim miesiącu6651
mod_vvisit_counterŁącznie wizyt8050

We have: 1 guests, 5 bots online
Twój IP: 38.107.191.93
Dzisiaj: Wrz 06, 2010