| Krwawa akcja na placu zabaw | ||||
|
|
Sprawą myśliwych z Poznania zajęła się już policja. Aż sześć przestępstw z Ustawy o Ochronie Zwierząt popełnili myśliwi, którzy w minioną niedzielę na os. Kosmonautów 19 w Poznaniu próbowali odłowić lochę z trzema młodymi. Poranione przez członków Polskiego Związku Łowieckiego zwierzę pozostawiono bez pomocy weterynaryjnej. – W tej sprawie złożyliśmy wniosek o ściganie i ukaranie sprawców – mówi Grzegorz Bielawski z „Pogotowia dla Zwierząt”. Sprawę wyjaśniają funkcjonariusze z Komisariatu Poznań Północ. Dziki na osiedlu Kosmonautów w Poznaniu pojawiły się już zimą. Oswoiły się z mieszkańcami, bo ci je dokarmiali. Mimo obietnic, że zwierzęta wywiezione zostaną do lasu, odpowiednie służby nie reagowały. W minioną niedzielę mama – dzik wraz z trzema młodymi przyszła na plac zabaw przed blok nr 19 na os. Kosmonautów w Poznaniu. Mieszkańcy zamknęli furtkę od placu zabaw i zadzwonili po straż miejską. Funkcjonariusze byli bezradni. Nie wiedzieli co mają począć z rodziną dzików. Powiadomili lekarza weterynarii, który nie przyjechał na miejsce. Łowczy okręgowy, którego także zaalarmowano przysłał kilku członków Koła Łowieckiego. Ci próbowali pojmać dzika. – Z relacji kilkunastu świadków tej akcji – mieszkańców bloku przy os. Kosmonautów 19 wiemy, że myśliwi skrępowali lochę za łapy w sposób powodujący ból i cierpienie. Zawiązali na przedniej i tylnej kończynie liny i ciągnęli zwierzę. Przeraźliwie krzyczało broniąc młodych. Uwięź, na której była trzymana powodowała ból i cierpienia oraz skutkowała obrażeniami ciała w postaci wyrwanej skóry i kawałka mięśnia. Dzik bardzo krwawił – mówi Grzegorz Bielawski z Pogotowia dla Zwierząt z Trzcianki. Stowarzyszenie to przyjechało na interwencję na apel mieszkańców, po tym jak ci kazali członkom Polskiego Związku Łowieckiego opuścić teren akcji. Okazało się, iż mężczyźni odjeżdżając pozostawili na kończynie dzika linę. Zwierzę nie do końca oswobodzone w stresie pędziło przed siebie. – Aż trudno mi uwierzyć, że takie sceny rzeczywiście mogły mieć miejsce. Ale zdarzenie to jest prawdziwe. Niedopuszczalne jest to, że matkę zabiera się na oczach młodych, bo próbuje ich bronić, nie wolno podobnych akcji przeprowadzać w południe – przy tak wysokich temperaturach. Nie można tego robić w pośpiechu. Winna jest także straż miejska i oficer dyżurny tej służby, bo okłamał nas, iż jest powiadomiony o całej sprawie powiatowy lekarz weterynarii. A nie był – dodaje Bielawski. Dlatego Pogotowie dla Zwierząt w Trzciance złożyło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez myśliwych. – Myśliwi popełnili aż sześć przestępstw z Ustawy o Ochronie Zwierząt. Niestety mam wrażenie, że jedyna wiedza tych osób na temat zwierząt polega tylko na tym jak do nich strzelać i zadawać ból. Tak być nie może. Sprawę prowadzą policjanci z Komisariatu Poznań Północ. Zastanowimy się jeszcze czy nie wyciągnąć konsekwencji wobec biernego uczestnictwa w akcji strażników miejskich – informuje Grzegorz Bielawski. W miniony poniedziałek wolontariusze Pogotowia dla Zwierząt spotkali się z Powiatowym Lekarzem Weterynarii w Poznaniu. Wspólnie z nim oraz pracownikami Wydziału Rolnictwa Urzędu Miasta w Poznaniu rozpoczęto przygotowanie humanitarnego złapania czterech dzików i przewiezienia ich w bezpieczne miejsce. – Skoro mieszkańcy karmili te zwierzęta przez długi czas i one oswoiły się z człowiekiem – nie poradzą sobie w lesie. Dlatego należy je umieścić w azylu dla dzikich zwierząt i powoli zmieniać ich nawyki, dając możliwość na razie ograniczonego dostępu do wolności. Miejsce w takim azylu udało się nam zarezerwować. Mamy nadzieję, że trafią tam, w ciągu kilkunastu dni – informuje Krystyna Kukawska, wiceprezes „Pogotowia dla Zwierząt”.
KOMENTARZ
Zarzucamy myśliwym zranienie i okaleczenie zwierzęcia, bicie zwierząt po dolnych częściach kończyn. Widzieli to mieszkańcy osiedla Kosmonautów. Przenoszenie lub przepędzanie zwierząt w sposób powodujący ich zbędne cierpienie i stres – to kolejny nasz zarzut wobec tych, którzy chcieli na siłę zabrać lochę. Nie wolno także używać uprzęży, pęt, stelaży, więzów powodujących zbędny ból lub uszkodzenie ciała. Członkowie PZŁ straszyli i drażnili zwierzę, a także trzymali je na uwięzi, która spowodowała u niego uszkodzenie ciała i cierpienie. Gdy dzik uciekał z placu zabaw, plamy krwi widać było na przestrzeni ponad kilometra. Mogło mu ubyć nawet kilkaset mililitrów krwi.
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |
















