| Bocian klekotał ze szczęścia | |
|
Wolontariusze Towarzystwa „Pogotowie dla Zwierząt" w Trzciance i miejscowi strażacy uwolnili uwięzionego od kilku dni bociana. Ptak wpadł do środka prawie 10 metrowego, nieczynnego komina. Akcja ratownicza trwała kilka godzin. Najważniejsze, że bocian żyje i wrócił już do swojej połówki. Ta w potrzebie go nie opuszczała - podczas trudnych dla niego chwil - zrzucała mu do szybu komina przysmaki. Bociany urządziły sobie gniazdo w jednym z nieczynnych szybów komina Miejskiej Energetyki Cieplnej w Trzciance. Mieszkańcy obserwowali ptaki z balkonów. Od kilku dni coś jednak było nie tak. Na gnieździe byt tylko jeden bocian a drugi zrzucał mu po-żywienie gdzieś do środka i przeraźliwie klekotał. Mieszkańcy powiadomili urzędników miejskich, lecz ci nie pomogli. O tym, że ptak wpadł do jednego z szybów komina poinformowano także lecznicę dla zwierząt na ul. Konopnickiej w Trzciance. Lekarz weterynarii jednak nie przyjechał, bo najpierw czekał na potwierdzenie, że za uratowanie bociana dostanie pieniądze. W końcu mieszkańcy poprosili o pomoc miejscowe Towarzystwo „Pogotowie dla Zwierząt". Wolontariusze powiadomili Spółdzielnię Mieszkaniową, aby ta udostępniła klucze na dach. Po kilku minutach pracownicy byli już na miejscu. Powiadomiono także straż pożarną. Ratownicy przyjechali bez problemów. Wzięli ze sobą specjalistyczny sprzęt: liny asekuracyjne i drabiny. Udali się z tym nie tylko na dach bloku, a jeszcze 9 metrów wyżej na komin. Akcja tylko z pozoru była łatwa. Po kilku godzinach od zgłoszenia, bociana udało się uratować. Zawinięty w koc najpierw wyciągnięty został na górę z szybu komina a potem przekazany Monice Biernackiej, lekarzowi weterynarii z lecznicy na ul. Malczewskiego. Ta bezinteresownie zaoferowała pomoc. W gabinecie weterynaryjnym okazało się, że bocian wprawdzie brudny jest od sadzy, ale złamanych skrzydeł nie ma. Potrafił latać. Pierwsze próby po kilkudniowej przerwie podjął w jednym z pomieszczeń weterynarii pozostawiając ślady od sadzy na świeżo pomalowanych ścianach. Wcześniej jednak lekarz podjął próby pojenia ptaka ze strzykawki. Udało się. Zakupiono dla niego także wieprzowe mielone mięso. Potem przetransportowano go na łąkę. Bez problemów wzbił się w powietrze. Po chwili usiadł na pobliskiej lampie, odpocząć po akcji. Wrócił do gniazda dopiero za jakiś czas. Pani Bocianowa była bardzo zadowolona. Klekotała z radości przez kilka godzin. W powiecie czarnkowsko-trzcianeckim to pierwszy taki przypadek, gdy bocian uwięziony został przez kilka dni w kominie. Ale na te ptaki czyha także kilka innych niebezpieczeństw - szczególnie na łąkach. AP Wojciech Jaworski straż pożarna w Trzciance Była to bardzo trudna akcja bo działa się na sporej wysokości. Bocian znajdował się 10 metrów w głąb komina. Musieliśmy cały sprzęt wciągnąć na komin, a ten był wysoko. Ale udało się. Najważniejsze, że bociek żyje.
Beata Maciejewska Marek Maluśkiewicz Monika Biernacka
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |
||||||||||||||

















