| Burku strzeż się łowczego | |
|
Nie był agresywny. Nie przejawiał oznak zdziczenia. Nie przebywał na terenie łowieckim ani nawet nie miał kontaktu ze zwierzętami łownymi. Po prostu, znalazł się w polu rażenia myśliwskiego ego.
Teoretycznie myśliwska brać kieruje się zbiorem zasad, stanowiącym ich dumę, opracowanym przez Komisję Etyki, Tradycji i Zwyczajów Łowieckich Naczelnej Rady Łowieckiej. Każdy myśliwy w założeniu ma rzetelnie przestrzegać norm prawa łowieckiego. W kontaktach z ludnością zamieszkałą na dzierżawionym terenie swoim postępowaniem powinien przyczyniać się do utrwalenia dobrej opinii o Polskim Związku Łowieckim. Myśliwy dba również o etyczny stosunek do zwierzyny, nigdy nie traktuje strzału do niej jako treningu strzeleckiego i umie powstrzymać się od pociągnięcia za spust. Poza tym ograniczając liczebność szkodników w łowisku, myśliwy wykazuje szczególną rozwagę oraz unika zatargów z miejscową ludnością. Tyle teoria. Praktyka Odkąd Ustawa o Ochronie Zwierząt dopuszcza odstrzał zdziczałych psów i kotów na terenie obwodów łowieckich, organizacje prozwierzęce otrzymują mnóstwo zgłoszeń o zabitych domowych pupilach. Tylko nieliczne sprawy znajdują swój finał w sądzie. Brakuje świadków zdarzenia, właściciele nie wiedzą, że mogą dochodzić swoich praw, albo zwyczajnie nie chcą rozdmuchiwać tej kwestii. Wnioskować można, że myśliwi po prostu nadużywają tego prawa i źle je interpretują. Tymczasem aby w majestacie przepisów zastrzelić psa lub kota muszą wystąpić łącznie pewne przesłanki. Przede wszystkim myśliwy powinien mieć upoważnienie wydane przez zarządcę danego obwodu łowieckiego. Zwierzę musi pozostawać bez opieki, ponad 200 metrów od zabudowań mieszkalnych, na terenie obwodu łowieckiego i wykazywać wyraźne oznaki zdziczenia. Musi też stanowić zagrożenie dla zwierząt dziko żyjących, w tym łownych, a więc znajdować się na terenie, gdzie zwierzyna taka przebywa. W praktyce powyższe warunki oznaczają, że tylko myśliwy posiadający upoważnienie zarządu koła łowieckiego do odstrzelenia zdziczałych psów i kotów, może tego dokonać. Wymaga to wpisu do rejestru odstrzału lub osobno wydanego dokumentu. Formalnie mogłoby to być upoważnienie ustne, ale takowe ważne jest tylko jeżeli zarząd koła podjąłby wcześniej odpowiednią uchwałę. Nawet gdyby wszystkie niezbędne przesłanki zostały spełnione, ustawa dopuszcza zastrzelenie takich zwierząt, ale nie nakazuje. Zawsze można wykazać dobrą wolę i poinformować służby weterynaryjne, aby wyłapały np. bezdomne psy i umieściły je w schronisku.
Myśliwski trening To był upalny, lipcowy wieczór, podczas tegorocznych wakacji. Mieszkańcy Niekurska, w tym Halina M., podlewali swoje ogrody. Pod ogrodzenie jej posesji podszedł kundel średniej wielkości, maści czarnej podpalanej. Usiadł sobie i obserwował. Sielankowy obraz przerwało pojawienie się auta Michała M. Mężczyzna przejechał obok, po dziesięciu minutach powrócił, wraz z siedzącym na miejscu pasażera Wiesławem L., jak się później okazało, w charakterze lokalnego specjalisty od rozpoznawania psów bezdomnych. Pies nie zwracał na nich uwagi, toteż Michał M. zaczął naciskać klakson, aby zmusić zwierzę do reakcji. Gdy pies zaczął biec przed autem, myśliwy wykrzykiwał coś do niego, po czym wyszedł z pojazdu i zabił go, strzałem z jednorurki. Zwierzę zapiszczało i padło. Mężczyźni odjechali. Halina M. zobaczyła plamę krwi, a nieco dalej martwego psa, którego zaczęły obsiadać muchy. Rozpłakała się. Jakiś czas później ujrzała Michała M. spacerującego po polu, potem zorientowała się, że zwłoki zwierzęcia zostały przeniesione w inne miejsce. Tradycja To nie był pierwszy raz dla Michała M. Posiada on w obrębie wioski 70 ha ziemi przeznaczonej na pastwiska dla około trzystu owiec, rasy wrzosówka polska, które wypasa na posiadanym areale. Myśliwym jest od 1960 roku. Należy do Koła Łowieckiego Darz Bór Mielęcin. Posiadał dwie sztuki broni palnej – sztucer oraz broń palną śrutową tzw. jednorurkę. Okoliczni mieszkańcy znają inne przypadki, gdy zabijał on psy, twierdząc, że atakują jego owce. – Ten pies zachowywał się spokojnie, nawet nie szczekał. Znalazł się w pobliżu pastwiska tylko dlatego, że Michał M. go tam zapędził, trąbiąc i jadąc autem – powiedziała Jolanta G., mieszkanka Niekurska i świadek zdarzenia. Powiadomiła o tym fakcie „Pogotowie dla Zwierząt” z Trzcianki. Inspektorzy organizacji udali się na miejsce. Wezwali też na pomoc funkcjonariuszy policji. Na miejsce przybyły dwa patrole policji, w tym technik kryminalistyki, który przeprowadził oględziny miejsca oraz zabezpieczył broń, z której oddano strzał i pozostałą łuskę. Do dalszych czynności procesowych zabezpieczono też zwłoki psa. Zabił profilaktycznie Michał M. wyjaśniał, że zastrzelił psa, gdyż w przeszłości bezpańskie psy zagryzały mu owce. Ostatnie takie zdarzenie miało miejsce…siedem miesięcy wcześniej. Uznał, że i ten psi osobnik ma chrapkę na jego stado. A po kolegę, Wiesława L. miał się udać w celu potwierdzenia braku przynależności zwierzęcia do kogokolwiek. Gdy znajomy orzekł, kierując się swoistą logiką, fakt bezdomności zwierzęcia, myśliwy poczuł się zobowiązany do wypełnienia swego obowiązku. - Bezdomne psy czynią szkody wśród zwierzyny łownej, zagryzając sarny, zające i inne mniejsze zwierzęta, stąd trzeba je unieszkodliwiać – uważa Jan Korzeniowski, przedstawiciel Koła Łowieckiego Knieja. – Hm…trudno oprzeć się pokusie stwierdzenia, że to samo czynią myśliwi, czyżby chodziło więc o wyeliminowanie konkurencji? I kto w takim razie zajmie się ich unieszkodliwieniem? – polemizuje Alicja Kowalska z Pogotowia dla Zwierząt, występującego jako oskarżyciel posiłkowy w sprawie przeciwko myśliwemu. Stówka za strzał W październiku br. do sądu został skierowany akt oskarżenia przeciwko Michałowi M. Myśliwy przyznał się do zarzucanego mu czynu. Zeznał, że pies nie atakował jego owiec, a jedynie je przeganiał. Zdawał też sobie sprawę z tego, że zabił psa w pobliżu zabudowań mieszkalnych. Miesiąc później, na rozprawie głównej, mężczyzna wniósł o wyznaczenie mu obrońcy z urzędu. Na kolejnej rozprawie, na początku grudnia, adwokat oskarżonego złożył wniosek o skazanie go bez przeprowadzania postępowania dowodowego. Sąd Rejonowy w Trzciance uznał Michała M. winnym tego, że zastrzelił psa mimo, iż nie istniały ku temu uzasadnione powody. Wymierzył mu karę grzywny oraz nawiązkę w wysokości…100 złotych na rzecz Pogotowia dla Zwierząt. Kwestia dzikości Co świadczy o zdziczeniu zwierzęcia? Pies wypuszczony na noc z zagrody rolnika, aby się „wykarmił” nie jest przecież zdziczały. A gdy pies biegnie przez las? Może być wiele powodów, dla których pies biegnie przez las, ponieważ nawet psy nie zdziczałe mają to do siebie, że biegają. Że węszy, że tropi? Taka jest jego psia natura. A czy zdziczały pies usiadłby sobie w centrum wioski, pod płotem i przyglądał się kobiecie podlewającej ogród? Psy mogą nie wykazywać żadnych oznak zdziczenia, lecz giną, gdyż znalazły się w polu rażenia myśliwego. Beata Maciejewska Moim zdaniemPodobno męskość nie polega na zabijaniu, męskość to chronienie życia. Zdawałoby się też, że posiadanie broni wymaga podwójnej rozwagi i umiejętności panowania nad emocjami. Poza tym, któż inny, jeśli nie myśliwy powinien umieć odróżnić zwierzę zdziczałe od udomowionego? Obawa wielu właścicieli zwierząt przed nieobliczalnym mężczyzną w barwach moro, który w każdej chwili może wymierzyć do spacerującego z nimi pupila, zadaje kłam deklarowanemu przez myśliwych unikaniu zatargów z miejscową ludnością. Beata Maciejewska
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||

















