|

Nie wszystkie adopcje psów kończą się szczęśliwie, czasami, jak w przypadku Lali, to po prostu niewypały. Na szczęście Julita Chojnacka uratowała suczkę przed powrotem do schroniska. Wzięła ją do siebie na dobre i na złe. I nie żałowała ani przez chwilę swojej decyzji.
Lala urodziła się w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Jędrzejewie, osiem lat temu. Jej rodzeństwo szybko znalazło nowe domy, a ona została...Wyrosła na małego dzikuska, nikt w schronisku nie nauczył jej co to dotyk czy pieszczota. Ludzie bardzo ją ciekawili, jednak nie miała okazji bliżej się z nimi zaprzyjaźnić. Gdy była już kilkuletnim psem, w schronisku pojawili się wolontariusze. Dzieci i młodzież wyprowadzali psy na spacery, oswajali je i nadawali im imiona. Postanowili zabrać na spacer również średniej wielkości, złocistą suczkę, która już z daleka nie posiadała się z radości na widok ludzi. Jedna z dziewczynek nadała jej imię Lala. Suczka nie potrafiła jednak chodzić na smyczy, bardzo się tego bała. Stopniowo oswajała się z zakładaniem obróżki i smyczy. Po kilku wyjściach skojarzyła, że jest to zapowiedzią spaceru. Pies pijaków Kilka lat temu Lala została zaadoptowana. Zdawałoby się, że to radosne wydarzenie, jednak kontrola poadopcyjna wykazała, że pies trafił w ręce pary mającej problem z alkoholem. – Zdecydowaliśmy się pozostawić psa u tych ludzi z uwagi na więź łączącą Lalę z kobietą. Pani ta deklarowała, że bardzo kocha suczkę, a i Lala była jej bezgranicznie oddana – wyjaśnia Alicja Kowalska z Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt. W ubiegłym roku przedstawiciele TPdZ ujrzeli Lalę samotnie idącą ulicą. Podążała kilka metrów za nietrzeźwym mężczyzną. Zapytany, skąd ma Lalę, odparł: - To nie Lala, to Pusia – mężczyzna z ledwością trzymał się na nogach. W końcu mężczyzna przyznał, że Lalę przekazała mu jej właścicielka. Wolontariusze udali się do kobiety, która potwierdziła, że z powodów osobistych nie może dłużej opiekować się psem, dlatego oddała go znajomemu. Gdy po kilku dniach sytuacja z pijanym mężczyzną, wędrującym ulicą, z Lalą bez smyczy, powtórzyła się – inspektorzy towarzystwa zdecydowali o odebraniu jej nieodpowiedzialnym opiekunom. Zamiast labradora Rozpoczęła się akcja poszukiwania właściciela z prawdziwego zdarzenia dla Lali. – Pomoc znaleźliśmy w osobie Moniki Biernackiej, lekarza weterynarii, która uruchomiła swoje kontakty i poprosiła jedną z klientek, aby przygarnęła Lalę – wspomina Paweł Helak z TPdZ. Julita Chojnacka, mieszkanka Trzcianki, niedawno pożegnała swojego czworonożnego przyjaciela. Nie była jeszcze gotowa na przyjęcie nowego zwierzęcia. Poza tym rozważała wzięcie od znajomych szczeniaczka labradora. W swym blokowym mieszkanku miała też kotkę – Agatę. Jednak gdy zobaczyła Lalę, było jasne, że labrador nie ma szans. – Pomyślałam, że taki szczeniaczek ma ogromne szanse na adopcję, a nie pierwszej młodości Lala, po przejściach, nie jest wymarzonym obiektem dla większości ludzi – uzasadnia swoją decyzję Julita Chojnacka. Julita Chojnacka wyszła z gabinetu weterynaryjnego już z Lalą. Zdecydowała się na to, mimo lęku przed przygarnięciem psów mających swoje lata. – Nie zniosłabym kolejnego umierania psa na moich oczach – mówi kobieta. Suczka była zdezorientowana sytuacją, bała się nowego miejsca. Po pewnym czasie zaczęła dochodzić do siebie i z każdym dniem coraz bardziej zakochiwać się w swojej nowej pani. Początkowo jej ulubionym miejscem była poduszeczka pod stołem, jednak już wkrótce zamieniła to stanowisko na łóżko swojej pani. Pręgi Na jaw zaczęły wychodzić urazy Lali. Suczka nie czuje się pewnie na dworze, chce jak najszybciej znaleźć się w domu. Boi się głośnych dźwięków, nagłych ruchów oraz zgiełku ulicznego. Okazało się też, że gdy do jej nowej pani przyszli znajomi, suczka wpadła w panikę i zaczęła się trząść na dźwięk szklanek. – Schowała się w łazience i nie chciała wyjść. Zorientowałam się, że takie spotkanie ludzi kojarzy jej się z libacją alkoholową. To straszne co ten pies musiał przeżywać wśród pijanych ludzi – wzdycha Julita Chojnacka. Urazy pozostały do dziś. Lala czuje się za to swobodnie na spacerach poza miastem, ubóstwia swoją panią i jest to miłość odwzajemniona. Stopniowo coraz chętniej wychodzi na balkon, dzielnie alarmuje, gdy ktoś obcy przychodzi do domu. Jest niestety ogromnym łakomczuchem, a jej właścicielce brakuje konsekwencji. Dlatego po kilku miesiącach pobytu Lali w nowym miejscu, zamieniła się w baryłkę. – Wiem, że dla jej dobra muszę ograniczyć żywienie Lali, ale jest to dla mnie bardzo trudne, bo ona wręcz domaga się jedzenia – tłumaczy Julita Chojnacka. Co rano Lala dobiera się do torby z zakupami swojej pani i ...wyjmuje sobie jogurt. A gdy siostra Julity Chojnackiej za długo, zdaniem suczki, zwleka ze śniadaniem, pies prowadzi ją do kuchni. Nowa właścicielka rozpieszcza suczkę, chcąc jej wynagrodzić dotychczasowe ciężkie przeżycia. Pozwala jej więc na wszystko i cieszy się każdym postępem. – Za nic w świecie nie oddam już Lali – zapewnia z mocą Julita Chojnacka, przytulając zapatrzonego w nią psa. Beata Maciejewska
|