|

Borys spędził w schronisku pół roku. Jego historię opisywaliśmy w lutym, dzień po publikacji pies znajdował się już w swoim nowym domu. – Gdyby firma prowadząca schronisko nie blokowała nam dostępu do zdjęć psów, pewnie można byłoby zaoszczędzić zwierzęciu pobytu w tym miejscu, bo chętnych na tego psa było wielu – komentuje Paweł Helak z Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt.
Odkąd ustała ścisła współpraca w zwalczaniu bezdomności zwierząt pomiędzy firmą prowadząca schronisko, Towarzystwem Pogotowie dla Zwierząt a Tygodnikiem Noteckim, zdobycie zdjęć psów ze schroniska stało się problematyczne. – Gazeta nie otrzymuje już zdjęć psów, a my nie możemy ich wykonywać z powodu zakazu właściciela firmy. Dlatego gdy Borys trafił do schroniska, straciliśmy z nim kontakt – wyjaśnia Paweł Helak. Aby uzyskać fotografię psa, Towarzystwo Pogotowie dla Zwierząt musiało wystąpić z oficjalnym pismem do burmistrza Miasta i Gminy Trzcianka...Burmistrz zwrócił się do firmy Vet – Agro Serwis z Trzcianki z prośbą o udostępnienie zdjęć i tym sposobem towarzystwo mogło zamieścić w gazecie apel o adopcję Borysa, Bakiego i Polki - Było nam niezręcznie zawracać burmistrzowi głowę takimi drobiazgami jak pozwolenie na wykonanie zdjęcia, ale nie mieliśmy innego wyjścia. Dziś wszystkie trzy psy mają domy! Dzięki apelowi w gazecie – podkreśla Tomasz Bogucki z TPdZ. Zanim Borys od dawna przemierzał dostojnym krokiem ulice Trzcianki. Siał wokół postrach z powodu swojej postury. Bywało, że wstrzymywał ruch uliczny, gdy przypadkiem wszedł na jezdnię. Wolontariusze TPdZ bez problemu ustalili jego właściciela, wystarczyło pójść za psem. Paweł K. oświadczył, że nie ma wpływu na to, iż jego pies chodzi ulicami bez opieki, gdyż po prostu...taki jest. Tłumaczył, że nie można go trzymać w kojcu, bo i tak się stamtąd wydostanie, przeskakuje też płot i opuszcza podwórko, gdy ma na to ochotę. W zamknięciu dostaje szału. Mężczyzna oznajmił też, że wkrótce wyprowadza się z domku do mieszkania w bloku i że nie ma koncepcji, co począć z psem... Najwyraźniej postanowił pozostawić sprawy własnemu biegowi, mimo że otrzymał pouczenie od wolontariuszy, że ma obowiązek znaleźć zwierzęciu nowy dom. Właściciel zamieszkał w bloku, a Borys nadal chodził ulicami. Jego lwi wygląd nie pozwolił mu długo cieszyć się nieskrępowaną wolnością. Straż Miejska wybawiła z kłopotu Pawła K., zlecając wyłapanie psa i umieszczenie go w schronisku. Sprawiedliwość W schroniskowym boksie Borys nie dostawał szału, popadł w apatię. Jego psia duma ucierpiała, brakowało mu przestrzeni. Wolontariusze TPdZ poinformowali pisemnie burmistrza, że pies za którego pobyt w schronisku płacą podatnicy, ma przecież właściciela. Burmistrz wydał decyzję nakazującą Pawłowi K. odebranie psa ze schroniska i pokrycie kosztów jego dotychczasowego utrzymania. Mężczyzna twierdził, że nie może znaleźć domu dla psa ani wziąć go do siebie. Wolontariusze TPdZ zaproponowali mu zrzeczenie się psa i zaoferowali pomoc w szukaniu dla niego domu. Apel w gazecie podziałał natychmiast. – Byliśmy zdumieni, że w ciągu kilku dni pięć osób zadeklarowało chęć przygarnięcia Borysa. Było nam przykro, że niepotrzebnie tak długo siedział w schronisku przez jakieś wewnętrzne niesnaski – wyjaśnia Tomasz Bogucki. Wypatrzyła go Wolontariuszom zgodnie do gustu przypadła rodzina, która jako pierwsza wyraziła chęć zaadoptowania Borysa. – To bardzo mili, ciepli ludzie, od razu było widać, że pies będzie miał u nich dobrze, więc daliśmy go bez wahania – mówi Paweł Helak. Odmianę swego losu Borys zawdzięcza Agacie Urban, uczennicy drugiej klasy Gimnazjum w Wieleniu. Dziewczyna posiada dużą wrażliwość na los zwierząt, regularnie odwiedza z mamą stronę internetową Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt. – Gdy zobaczyłam Borysa w gazecie, prosiłam mamę, abyśmy go wzięli. Zawsze marzyłam o takim psie – mówi Agata Urban. Rodzina państwa Urbanów posiada już dwa małe psy – Reksia i Bingo. Uznali jednak, że skoro mają duże podwórko, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby uszczęśliwić psa o błagalnym spojrzeniu. – Nie miałam żadnych wątpliwości przed przygarnięciem Borysa. Nie pomyliłam się, on jest naprawdę kochany – uśmiecha się Teresa Urban, mama Agaty.  Bezproblemowy Wolontariusze uprzedzali, że początkowo pies może sprawiać problemy, obawiali się zwłaszcza jego umiłowania wolności i skłonności do ucieczek. – Ogromnie się zdziwiliśmy, gdy okazało się, że Borysowi nawet nie w głowie ucieczki czy samotne wędrówki – wspomina Joannna Grośty, prezes TPdZ. - Pierwszą noc Borys spędził w pomieszczeniu gospodarczym, gdyż sam je wybrał. Gdy mąż wyszedł z nim nad ranem, załatwił się i wbiegł prosto do domu, od tej pory nie chce z niego wychodzić. I tak już zostało, śpi w tzw. altanie. Ani raz nie załatwił się w domu, jest spokojny, grzeczny i ułożony – zachwala Teresa Urban. Borys uwielbia spacery z panem domu i swoją ulubienicą – Agatą. Chodzi na nie dwa razy dziennie i potrafi piszczeniem domagać się wyjścia. Posłusznie idzie na smyczy, dostojnym krokiem przemierza ulice Wielenia. Jest też bardzo wybredny, nie chce jeść suchej karmy.- Gotuję mu ryż i kaszę z mięsem, z wątróbką. Kupiliśmy nawet książkę o żywieniu psów – mówi Teresa Urban. Bez problemu zgadza się z Reksiem i Bingo, mimo że wszystkie są płci „męskiej”. Nie bawią się ze sobą, ale też nie robią sobie krzywdy. Panuje między nimi tolerancja i poszanowanie swoich granic. Borys idzie do każdego, kto go głaszcze i przytuli, lubi być szczotkowany. Potrafi też zaznaczyć swoją obecność groźnym szczekaniem. - Dziwię się, że ludzie nie biorą psów ze schroniska. Już mówiłam, że nawet gdyby nie było Borysa, wzięłabym obojętnie jakiego. A Borysa już nie oddamy – zapewnia Teresa Urban. Droga do domu Mijający dom państwa Urbanów, widzą Borysa leżącego na podwórku, tuż przy furtce. To jego ulubione miejsce, stały punkt, z którego obserwuje przyjazny nagle i kolorowy świat. Pies sprawia wrażenie, jakby był tu od zawsze, nikt nie domyśla się, że aby się tu znaleźć, musiał przejść długą drogę... Beata Maciejewska
|