|

Zamiast upatrzonego psa Orlika, wolontariusze przywieźli Grzegorzowi Nowakowi suczkę Polkę. Mieszkaniec Komorzewa zgodził się na taka zamianę, aby uchronić zwierzę przed pobytem w schronisku. Dziś nie żałuje swojej decyzji.
Jeszcze tej zimy, mała suczka błąkała się ulicami Trzcianki. W końcu trafiła do schroniska. Wolontariusze Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt nadali jej imię: Polka. Gdy jej zdjęcie ukazało się w Tygodniku Noteckim, zgłosiła się mieszkanka Krzyża Wlkp. która postanowiła ją zaadoptować. Kobieta zapewniała, że jest to przemyślana decyzja i że nawet lekarz zalecił jej spacery z psem. Wolontariusze zawieźli Polkę nowej właścicielce. Wydawało się, że historia znalazła swój szczęśliwy finał. Matura kontra pies W tym samym numerze Tygodnika Noteckiego zamieszczono apel o poszukiwaniu domu dla psa – Orlika. Grzegorz Nowak z Komorzewa wyraził chęć przyjęcia do siebie psiaka po przejściach. Dziesięć lat temu posiadał duże psy, teraz jak sam twierdzi, woli małe. Orlik przypadł mu do gustu. Następnego dnia rano, o godzinie 7.00 zadzwoniła mieszkanka Krzyża Wlkp. z informacją, że...nie chce już Polki. Powód? Pies nie spał całą noc, piszczał, a tym samym nie spała ona, co nie jest wskazane przez lekarza (tego samego od spacerów). Poza tym jej syn ma maturę i nie może uczyć się w takich warunkach. – Postanowiliśmy niezwłocznie zabrać stamtąd psa. Oczywiście powrót suczki do schroniska nie wchodził w rachubę, załamałaby się zupełnie – mówi Tomasz Bogucki z TPdZ. Wolontariusze skontaktowali się z Grzegorzem Nowakiem. Poprosili go, aby zaadoptował suczkę, gdyż to uchroni ją przed schroniskiem. Tymczasem Orlik przebywał w oczekiwaniu na adopcję u jednej z wolontariuszek, więc jego sytuacja nie była tak nagląca. Mężczyzna zgodził się na taką zamianę. Oswajanie Na początku marca br. Polka trafiła do swojego nowego domu. Została przemianowana na Suzi.- Oczywiście pierwsza nocka była nieprzespana. Suzi piszczała. W końcu zasnęła na fotelu przy łóżku, inaczej nie chciała spać – śmieje się Grzegorz Nowak. Musiało upłynąć kilka dni, zanim suczka przyzwyczaiła się do nowych właścicieli i do kolejnej zmiany w swoim życiu. – To naturalne, że pies, który najpierw błąka się ulicami, poszukuje jedzenia, potem zostaje wyłapany i umieszczony w schronisku, wreszcie trafia do właścicieli, którzy go oddają, trafia więc do kolejnych ludzi, jest zwyczajnie zestresowany i zdezorientowany. Takie zwierzę potrzebuje czasu, aby dojść do siebie – wyjaśnia Marta Kołosowska z TPdZ. Grzegorz Nowak doskonale to rozumiał i cierpliwie znosił proces oswajania się Suzi. Dzisiaj suczka jest szczęśliwa i radosna, pozostała jednak nieufna wobec obcych. Reaguje lękiem na osoby, których nie zna oraz np. na gwałtowne zamykanie drzwi. Bardzo tęskni za swoim nowym panem, gdy nie ma go w domu. – Jest olbrzymim łakomczuchem. Uwielbia makaron, rosół i ciasto. Lubi też być kąpana. Od początku umie załatwiać się na dworze – zachwala Grzegorz Nowak. Beata Maciejewska
|