|

Kilkumiesięczna kotka prezentowana w numerze Tygodnika Noteckiego z 13 kwietnia br. jest już bezpieczna w swoim nowym, a być może pierwszym w życiu domu.
Przed świętami wielkanocnymi kotka błąkała się na jednej z trzcianeckich ulic, żałośnie miaucząc, czym zwracała na siebie uwagę otoczenia. Wolontariuszka Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt wzięła ją do siebie, a następnie przekazała pod opiekę lekarzy weterynarii. Mieszkanka Siedliska, Zofia Mazur, postanowiła przygarnąć zwierzę, gdy zobaczyła jego zdjęcie w gazecie. – Jakiś czas temu nasz kot zginął pod kołami samochodu. Dlatego postanowiliśmy, że nasz nowy kotek będzie trzymany tylko i wyłącznie w domu – wyjaśnia Zofia Mazur. Kotka bez problemu zaaklimatyzowała się w nowym miejscu. Kora, bo takie otrzymała imię, uwielbia spać w łóżku i bawić się z Patrykiem, wnukiem pani Zofii. Nigdy też nie nabrudziła w domu, od razu potrafiła załatwiać się do kuwety. Życie na ulicy, niedożywienie spowodowały spadek odporności u kotki, co zaowocowało tzw. kocim katarem. Zaniepokojona Zofia Mazur od razu zgłosiła to Towarzystwu Pogotowie dla Zwierząt z ramienia, którego nastąpiła adopcja kotki. Lekarz weterynarii podjął jednak decyzję, aby nie podawać na razie kotce żadnych leków, lecz pozwolić organizmowi samodzielnie się z tym uporać. - Jeśli zwalczy to własnymi siłami, będzie odporna, natomiast podanie antybiotyków mogłoby spowodować, że chorowałaby znacznie częściej – wyjaśnia Marta Kołosowska z Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt. Gdy kotka zupełnie wyzdrowieje, zostanie wysterylizowana. – Koty są naprawdę niekłopotliwe, gdyby więcej ludzi wykazało się gotowością pomocy, jak pani Zofia Mazur, w ogóle nie musiałyby przebywać w tzw. kociarniach, gdzie bardzo cierpią i dziesiątkują je epidemie, gdyż są to zwierzęta wyjątkowo źle znoszące niewolę – dodaje Marta Kołosowska. BM
|