Psia laurka

Jaki podarunek na Dzień Babci otrzymała Marianna Wtulich? Nie była to laurka ani ciepłe bambosze, lecz...pies. Nie dziwi to, biorąc pod uwagę, że jej wnuczką jest Patrycja Ardziuk. Ta gimnazjalistka z charakterem towarzyszyła umierającemu Foksikowi do ostatnich chwil. Po odejściu przyjaciela nie traciła czasu, wiedząc że w schronisku jest wiele psich nieszczęść. Zaadoptowała Zuzię, podobny krok wymusiła na babci.

     Patrycja jako jedyna odpowiedziała na apel Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt i zaopiekowała się nieuleczalnie chorym psem. Musiała stoczyć batalię nie tylko z lękiem przed towarzyszeniem w umieraniu, ale też z dorosłymi, którzy chcieli ją przed tym uchronić. Przeszła przez to od początku do końca, budząc podziw otoczenia. – Patrycja zachowała się niezwykle dojrzale, jej mama może być z niej dumna. Niejeden dorosły nie potrafi stawić czoła odejściu zwierzęcia i być przy nim do końca – zauważa Monika Biernacka, lekarz weterynarii z trzcianeckiej lecznicy „Alfa”, gdzie Foksik zakończył swe życie.

Foksik
     Patrycja Ardziuk, uczennica drugiej klasy gimnazjum w Trzciance, Foksika poznała jeszcze w schronisku. Jeździła tam wyprowadzać psy na spacery, podobnie po lekcjach zajmowała się psami z trzcianeckiej lecznicy „Vet – Agro Serwis”. Gdy Foksik zachorował i również znalazł się w tym miejscu, zabrała go do siebie. Najpierw na jedną noc. – Mama nie zgadzała się na trzymanie psa w domu, a cóż dopiero chorego i nie pierwszej młodości. Musiałam długo ją przekonywać, aby Foksik został u nas choć na miesiąc – wspomina Patrycja. Mógł to być ostatni miesiąc życia Foksika i dziewczyna nie chciała, aby przeżył go w schronisku. Po miesiącu, gdy zakończyłby się remont nowej, przestronnej lecznicy, zgodziła się wziąć go do siebie Monika Biernacka. Foksik miał zostać psem lecznicy, ale nigdy do tego nie doszło. Został u Patrycji już na zawsze. - Mama przekonała się, że Foksik jest czysty, spokojny i niekłopotliwy. Polubiła go, podobnie jak babcia i zapadła decyzja, że już go nie oddamy – mówi gimnazjalistka. To był najszczęśliwszy okres w życiu Foksika. Stał się radosny i zachowywał się prawie jak zdrowy pies. Był bezgranicznie oddany swej nastoletniej pani.
Po kilku miesiącach nastąpił kryzys. Foksik słabł z dnia na dzień, zaczynał mieć coraz bardziej niepokojące objawy. Patrycja nosiła go na rękach do znacznie oddalonej lecznicy. - Po podaniu leków i kroplówek na chwilę mu się poprawiało, ale potem znów słabł – wzdycha dziewczyna. Po tygodniu stało się jasne, że Foksik odchodzi. Ponieważ bardzo się męczył, zdecydowano, że trzeba mu podać zastrzyk usypiający. Gdy lekarz poprosił, aby gimnazjalistka wyszła na ten moment, Foksik nagle podniósł swój łeb i patrząc za nią, próbował wstać ze stołu...Gdy było już po wszystkim, Patrycja ku zdumieniu swojej mamy, poprosiła, aby wszyscy opuścili gabinet. Chciała zostać sam na sam ze swoim przyjacielem. To była tylko ich chwila.

 

Żywotna Zuzia wypełniła pustkę po Foksiku.

Zuzia
     Po pewnym czasie Patrycja uznała, że jej smutek nikomu nie pomaga. Nawet mama, niegdyś zagorzała przeciwniczka psów w domu, zaproponowała, aby pojechać do schroniska...Dziewczyna udała się tam sama. Wybrała młodą suczkę, która trafiła tu niedawno. Zażądała szczegółowego badania psa przez lekarza weterynarii, który akurat był na miejscu. Chciała mieć pewność, że Zuzia, jak ją nazwała, jest zdrowa, że nie będzie musiała przechodzić drugi raz przez to samo...- Mam nowego psa. Jest bardzo kochany, chociaż nigdy nie zastąpi mi Foksika – napisała tego dnia Patrycja  w smsie do jednej z wolontariuszek TPdZ.
 Zuzia okazała się zupełnie zdrowa i niesłychanie niesforna. Dopiero teraz nastolatka mogła się przekonać, co znaczy mieć zdrowego psa w domu. - Foksik był przy niej ucieleśnieniem spokoju – śmieje się Patrycja. Zuzia wypełniła cały dom radością, energią i figlami. Krótki pobyt w schronisku nie zdążył zmienić jej psychiki, w przeszłości musiała być dobrze traktowana przez ludzi. Jedyne czego, podobnie jak wszystkie psy ze schroniska, boi się ogromnie, to wszelkie miotły, łopaty i kije. – Dające do myślenia, prawda? – gimnazjalistka ma swoją teorie na ten temat.

Misia
     Marianna Wtulich często zabierała Foksika do swojego mieszkania, kupowała mu różne smakołyki. Nie uszło to uwadze wnuczki, która uznała, że mieszkającej samotnie babci, przydałby się pies. Zdawała sobie sprawę, że natrafi na opór, ale przecież prezentów się nie odrzuca...Postanowiła podjąć ryzyko, tym bardziej, że intuicja podpowiadała jej, że tak naprawdę babcia marzy o psie.
 Patrycja udała się wraz z wolontariuszami do schroniska w Jędrzejewie. Wyszła stamtąd z Brewką, około pięcioletnią suczką, która trafiła do schroniska  w styczniu 2005 roku z Krzyża Wlkp. Wybór okazał się bezbłędny. Oczywiście przed pierwszym spotkaniem należało wykąpać silnie zabrudzoną suczkę, aby zrobiła na babci dobre wrażenie. Po tym zabiegu Brewka prezentowała się wyśmienicie. – Początkowo byłam zła na wnuczkę, że zrobiła coś takiego. Piesek wydał mi się za duży i w ogóle nie byłam na to gotowa – przyznaje Marianna Wtulich. Brewka została przemianowana na Misię. Zaaklimatyzowała się bez problemu w nowym miejscu, zupełnie jakby zawsze tu mieszkała. Jest spokojna, posłuszna, cicha i niekłopotliwa. Daje znać, gdy chce się załatwić. Lubi bawić się z Zuzią. Za swoją nową panią chodzi krok w krok. – Teraz nie oddałabym już Misi – uśmiecha się Marianna Wtulich, a spojrzenie Patrycji zdaje się mówić:„a nie mówiłam?” Czasami trzeba podjąć decyzję za dorosłych.     


Beata Maciejewska

 

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."