Azyl u Bogny

Udało się jej stworzyć magiczne miejsce na ziemi, o którym zawsze marzyła. Jej własną Tarę, gdzie przystań znalazły zwierzęta po przejściach. Trudno stąd wyjeżdżać i zawsze chce się wracać. 

 Nigdy nie bała się żyć po swojemu. Kierowała się własnymi zasadami, nie robiła czegoś, bo tak wypadało, czy też bo taki był wybór większości. Ciekawił ją świat, inni ludzie, alternatywne spojrzenie na to, co wydawało się oczywiste. Tego samego nauczyła własne, dziś dorosłe już dzieci. Ludzi przyciąga bijące od niej ciepło, radość i ufność wobec praw Wszechświata.- Mam tyle, ile mi trzeba, a nawet tyle, że mogę podzielić się z innymi – powtarza często.


Poszukiwania
Bogna Zaworska jeszcze kilkanaście miesięcy temu była mieszkanką Czarnkowa. Oprócz pracy zawodowej zajmowała się energoterapią. Posiada drugi stopień Reiki, jest również Mistrzem Konch. Z jej usług korzystało wiele osób, które szukały ratunku w swoich dolegliwościach. – Pomogła mi akupresura i zmiana sposobu odżywiania. Pani Bogna nauczyła mnie też akceptacji dla samej siebie. Dzięki niej pozbyłam się swoich problemów zdrowotnych – mówi mieszkanka Czarnkowa.
Dziś królestwem Bogny są Stróżewice, na terenie gminy Chodzież. Prawie przez rok szukała miejsca, które miało stać się jej domem. – Miałam czas. Wraz z koleżanką wsiadałyśmy w „malucha” i objeżdżałyśmy okolicę, pytając ludzi, gdzie są domy na sprzedaż. Dotarłyśmy aż tu i to miejsce spodobało mi się od razu – wyjaśnia Bogna. Dom znajduje się pod lasem, prowadzi do niego aleja z drzew, otoczony jest polami. Spokój i cisza. Decyzja zapadła.


Działki
  Jeszcze w czarnkowskim, blokowym mieszkaniu, Bogna miała dwa króliki i kilkanaście bezdomnych, działkowych kotów, które dokarmiała.. Wcześniej zawsze towarzyszyły jej psy. - Moje młodsze dziecko wychowywało się z psami. Od naszej pierwszej suczki otrzymałam kilka cennych wskazówek wychowawczych – uśmiecha się Bogna.
 Na miejscowych ogródkach działkowych, gdzie uprawiała swój kawałek ziemi, dostrzegła wygłodniałe koty. Zaczęła je dokarmiać. O każdej porze roku, co drugi dzień ruszała na działki ze swoim ekwipunkiem. Koty doskonale wiedziały, kiedy przypadało karmienie. Gdy tylko usłyszały zbliżającą się kobietę, natychmiast wynurzały się ze swych kryjówek i czekały na ścieżce. Stopniowo Bogna poznawała osobowość każdego z nich. Kilkoro spośród nich nie dawało się jednak głaskać, na przykład Łaciata.
 Koty nie były jednak jedynymi mieszkańcami działek w potrzebie. Po pewnym czasie Bogna odkryła, że desperacko ujadający na jej widok niewielki pies, trzymany przez jakiegoś mężczyznę na łańcuchu, ilekroć pada – stoi w strugach deszczu, zamiast schować się w budzie. Okazało się, że buda była zwyczajnie dziurawa i zwierzę wolało moknąć na zewnątrz, zamiast topić się w jej wnętrzu. Poza tym pies był głodny i zaniedbany. Kolejnym odkryciem okazały się króliki: trzymane w klatkach z zalegającymi od dawna odchodami, wygłodniałe i zdziczałe. Rozpoczął się kolejny etap w życiu Bogny – walka z wiatrakami.

Koty maja tu swoje miejsce na ziemi.

Syzyf
 Mężczyzna okazał się nieustępliwy, niereformowalny w swym okrucieństwie i braku empatii. Prośby i groźby nie odnosiły skutku. Warunki utrzymania zwierząt nie poprawiały się. Króliki z głodu usiłowały przegryźć kraty, kilka padłych sztuk miało powypalane oczy. – Wystarczyło zbliżyć się do ich klatek, aby poczuć odór i szczypanie w oczy. Panował upał, a mężczyzna ten nie usuwał im nigdy obornika – mówi Bogna. Poinformowała pracowników jednej z miejscowych lecznic, przyjechali nawet raz ze Strażą Miejską, ale na tym się skończyło. Zrozpaczona Bogna wzięła sprawy w swoje ręce. Dosłownie. Rękoma owiniętymi w folie wyjmowała zalegające odchody z mnóstwem robactwa. Włożyła królikom świeżą trawę. Karmiła też psa – Dżekiego, a w końcu zamówiła dla niego prawdziwą budę. Prosiła mężczyznę, aby sprzedał jej psa, chciała go wziąć do domu. Ale pies okazał się nagle bezcenny dla swojego właściciela. Zgodził się natomiast sprzedać króliki. Dwa z nich trafiły do Bogny. Okazało się, że nie potrafiły nawet chodzić. W klatce wypełnionej odchodami nie miały pola manewru. Po pewnym czasie w klatkach na działce mężczyzny pojawiły się nowe króliki, a nawet świnki morskie...
Zabieram was
 Dla Bogny od początku było jasne, że do Stróżewic zabierze koty. - Musisz się oswoić i pozwolić mi złapać, bo inaczej nie będę mogła cię ze sobą zabrać – mówiła do Łaciatej. Zdumiała się, gdy w dniu, w którym przyjechała  ostatni raz na działkę, Łaciata wbiegła wprost pod jej nogi...Kotka położyła się do góry brzuchem i pozwalała się głaskać. Po przyjeździe do Stróżewic objęła niekwestionowane panowanie wśród dziesięciu kotów. – To jest wasze miejsce, jesteście tu u siebie, nikt nie będzie was przepędzał ani rzucał w was kamieniami. To wasz koci raj – powtarzała kotom. Zwierzęta bez problemu zaaklimatyzowały się w nowym miejscu. Mają tu do dyspozycji budynki gospodarcze, kotłownie i nieograniczoną przestrzeń. Bogna zabrała też Dżekiego. – Po prostu oznajmiłam jego właścicielowi, że zabieram psa i budę – mówi. Dżeki spędził tu swoje najszczęśliwsze pół roku życia. Niestety ciężko zachorował i odszedł.
 Jeszcze za życia Dżekiego do Bogny trafił Fred – mały psiak znaleziony przez znajomą w lesie. Posiadał jedną wadę, mianowicie ciągle uciekał w poszukiwaniu suczek. Cała okolica należała do niego. Zmieniło się to dopiero po kastracji. Od tego czasu stał się potulnym domatorem.
Pinezka
 - Gdy szukaliśmy domów dla naszych podopiecznych ze schroniska, pomyśleliśmy od razu o pani Bognie. Zgodziła się chętnie, jedynym warunkiem było, aby wybrany przez nas pies tolerował koty – mówi Joanna Grośty, prezes Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt. Wolontariusze postanowili, że odpowiednim psem będzie Pinezka. Suczka trafiła do schroniska w 2002 roku z Wałcza, wraz ze swoją siostrą. Obie były bardzo przerażone, chowały się przed ludźmi. Stopniowo oswajały się z wolontariuszami, przestały bać się dotyku, nauczyły się wychodzić na spacery. Siostra Pinezki znalazła wkrótce dom. Natomiast Pinezka pozostała w schronisku. Suczka była bardzo wrażliwa, delikatna, łatwo było ją przestraszyć podniesionym głosem, czy nagłym ruchem. – Pomyśleliśmy, że tak wrażliwy pies, nie skrzywdzi kotów i nie pomyliliśmy się – mówi Paweł Helak z TPdZ. Okazało się, że to Pinezka była wystraszona, gdy po przyjeździe na miejsce otoczyła ją gromada kotów. Te ostatnie były bardzo ciekawe nowego przybysza, chciały się zapoznać z suczką. Tym bardziej, że żyły w wielkiej przyjaźni z Fredem, który je wylizywał i ogrzewał własnym ciepłem. Pinezka została Netką. Zamieszkała w budzie po Dżekim, bo to miejsce sobie wybrała. Bała się wchodzić do domu.

Pinezka musiała odejść, gdy właśnie znalazła dom.

Choroba
- Zastanawiało nas wówczas kilka rzeczy. Po pierwsze spodziewaliśmy się, że Pinezka gorzej zniesie podroż, że będzie się wyrywała itp. Zawsze bała się nowości. Po drugie po przyjeździe nie rzuciła się na jedzenie z mięsem, tak jak robią to wszystkie psy ze schroniska. Prawie w ogóle nic nie zjadła. Wytłumaczyliśmy to sobie stresem – mówi Joanna Grośty. To jednak nie był stres. Po miesiącu Pinezka bardzo schudła, stała się apatyczna, poruszała się jak stary pies. Wolontariusze TPdZ zabrali ją do lekarza weterynarii. Wykonano szereg badań, podejrzewano przewlekłą babeszjozę, chorobę przenoszoną przez kleszcze. Konieczna była transfuzja krwi. Daria, również pies ze schroniska, adoptowany przez jedną z wolontariuszek, oddawała przez kilka dni swoją krew dla Netki. Netka była bardzo dzielna, cierpliwie znosiła wszelkie zabiegi. Walczyła. – Najpiękniejszym widokiem byłe chwile, gdy po transfuzjach przywoziliśmy Netkę do domu, a ona ożywała. Biegła do pani Bogny, do kotów i Freda i witała ich radośnie – wspomina Joanna Grośty. Nastąpiła poprawa, wszyscy byli pewni, że Netka została uratowana. – Dopiero teraz poznałam prawdziwą Netkę. Przekonałam się, jaka potrafi być radosna, jak lubi się bawić, jak pożera jedzenie. Stała się zupełnie innym psem – uśmiecha się pani Bogna. Wkrótce choroba znów zaatakowała. Wtedy okazało się, że to białaczka. Ostatnie tygodnie życia Netka przeżyła na sterydach. Powoli gasła w oczach. Na kilka dni przed śmiercią zaczęła opuszczać teren wokół domu. Szła daleko przed siebie, aż padała zmęczona. Bogna brała ją na ręce i przynosiła do domu. Następnego dnia sytuacja powtarzała się. – Ona czuła, że umiera i chciała odejść w samotności – mówi Bogna. Netka odeszła nad ranem, 25 listopada ubr. we własnej budzie. Ostatnie trzy miesiące życia spędziła w miejscu, gdzie była kochana.


Wybór 
Wolontariusze byli przybici sytuacją. - Zadawaliśmy sobie pytanie, dlaczego kilka lat żyła w schronisku, a gdy znalazła dom, zamiast żyć, tym bardziej że była dopiero kilkuletnim psem, musiała odejść – wspomina Joanna Grośty. Wiadomość, jaką otrzymali tego samego dnia od pani Bogny, wyrwała ich z marazmu. – Jestem gotowa przyjąć do siebie kolejną psią sierotkę – usłyszeli. – Pani Bogna zaimponowała nam swoją postawą. Zazwyczaj ludzie po stracie psa użalają się nad sobą, mówią: nigdy więcej żadnego zwierzęcia. Tymczasem pani Bogna wiedziała, że jest potrzebna innym i postanowiła nie tracić czasu – nie kryje podziwu Paweł Helak.
Trzeba było podjąć trudną decyzję, którego psa uczynić szczęściarzem. Wolontariusze mieli wolną rękę. Postanowili wybrać psa, który ma nikłe szanse na adopcję i wymaga szczególnego opiekuna. – Wiedzieliśmy, że tylko pani Bogna może pomoc takiemu psu jak Krawat – wyjaśnia Tomasz Bogucki z TPdZ. Krawat żył w schronisku od 2002 roku, dokąd trafił z Trzcianki. Imię zawdzięcza pasmu białej sierści pod szyją. Należy do grupy psów, które były w przeszłości bite. Uciekał na widok wolontariuszy, zdawało się, że woli wbić się w ścianę, niż pozwolić się dotknąć. Zdziczały, pozostawiony w schronisku sam sobie, nie miał szans na nowy dom. Wolontariusze starali się go oswoić, nabrał nieco zaufania do jednej z wolontariuszek, zaczął nawet wychodzić na spacery. Niestety wizyty wolontariuszy zostały zakazane przez właściciela schroniska i Krawat znów został sam ze swoimi urazami.


Krawat i Kula
Oprócz Krawata pani Bogna zgodziła się też przyjąć Kulę. Kula miał kochająca panią, która umarła. Takie kochane, hołubione dotychczas psiaki, szczególnie dotkliwie znoszą pobyt w schronisku. – Nie potrafiliśmy podjąć decyzji, czy bardziej domu potrzebuje Kula czy Krawat, więc pani Bogna wybawiła nas z kłopotu, przyjmując oba psiska – śmieje się Joanna Grośty. Kula zamieszkał w budzie po Pinezce i Dżekim. Krawat otrzymał od wolontariuszy dużą, wygodną budę. Czasami psi kumple zamieniają się na budy i Bogna zastaje Krawata wciśniętego w przymałą budkę, podczas gdy Kula wyleguje się w dużej. Psy zgadzają się ze sobą i z Fredem. Kula zachowuje się, jakby mieszkał w Stróżewicach od zawsze. Krawat trzyma dystans do ludzi, natomiast Fred może z nim zrobić wszystko. – To śmieszny widok, gdy duży pies pozwala małemu sobą rządzić. Plusem tej psiej więzi jest również to, że Krawat robi to, co Fred, a więc gdy Fred do mnie podchodzi, robi to też Krawat – śmieje się Bogna. W podejściu do Krawata postawiła od początku na wolność. Już pierwszego dnia został spuszczony ze smyczy, mimo że teren posesji nie jest ogrodzony. Przez kilka dni spał w zaroślach nieopodal domu, obserwując wszystko uważnie i zjadając przygotowane dla niego przysmaki. W końcu zdecydował, że tu pozostanie i zamieszkał w budzie. Dziś pozwala się Bognie dotknąć i pogłaskać. Oczywiście robi to tylko, gdy to samo czyni Fred. Problemem jest podejście Krawata do kotów. Próbuje je gonić, jeden z nich miał wyrwany fragment sierści. Koty chowają się przed nim i czują się bezpiecznie już tylko, gdy Bogna jest na podwórku. Pies zdaje sobie sprawę, że jego pani nie akceptuje tego zachowania i nie ośmiela się przy niej atakować kotów. – Nie spodziewaliśmy się, że Krawat zrobi tak duże postępy w ciągu kilku tygodni. Pomysł z podarowaniem mu wolności okazał się strzałem w dziesiątkę. Zaczyna ufać, nabierać pewności siebie, nawet broni terenu – nie kryje uznania Paweł Helak.


Beata Maciejewska

 

Krawat daje się pogłaskać Bognie tylko wówczas, gdy pozwala na to również mały Fred i Kula.

 

Komentarze
Dodaj nowy
SoNiA  - Azyl u Bogny   |2011-01-29 19:04:31
Bardzo smutna historia ,współczuje wszystkim , którzy przeżyli takie życie . Pinezka (Netka)i Dżeki były słodkimi psiakami (NapewNo). Popłakałam się czytając opowieść o Dżekim i Pinezce(Netce)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."