Ząbek u lekarza

Na stare lata Ząbek nie spodziewał się już niczego. Kilkuletni pobyt w schronisku pozbawił go zdrowia, radości, a przede wszystkim – nadziei.


    Co dzieje się z psem, który od czterech lat mieszka w schronisku? Przede wszystkim zmienia się w zastraszającym tempie. Ząbek nie jest już tym samym, żwawym kompanem zabaw, jakiego pamiętają wolontariusze Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt. – To był dla nas szok, gdy zobaczyliśmy, jak bardzo postarzał się w ciągu kilku miesięcy od naszej ostatniej wizyty. Przyjechaliśmy po niego, aby zawieźć go do jego nowego domu. Ujrzeliśmy starego, schorowanego psa – mówi Joanna Grośty, prezes TPdZ. Ząbek był apatyczny, nie interesowało go to, co się działo wokół niego. A przecież jeszcze niedawno...

Na łące

    Wszystkie psy czekały, kiedy nadejdzie sobota. A nawet czuły, kiedy następowała. Wtedy w schronisku pojawiali się wolontariusze, a z psich gardeł wyrywał się radosny szczek. Czworonogi szły na smyczach, ciągnąc przed siebie ile sił, chcąc przyspieszyć tak długo oczekiwany moment...dzikiej, bezkresnej wolności.
    Ząbek trafił do schroniska w grudniu 2002 roku Błąkał się wraz z psią ferajną po Wałczu. Nie było im dane długo cieszyć się swobodą. Złapano go i jego towarzyszy i przywieziono do Jędrzejewa. - Swoje imię zawdzięcza uroczo wysuniętym, przednim ząbkom. Od razu zwrócił naszą uwagę, bo był taki subtelny, delikatny i nie narzucający się – wspomina Alicja Kowalska z TPdZ. Na spacerze trzymał się jakby na uboczu, nie starał się , jak pozostałe psy zwrócić na siebie uwagi.. Hasał po łące i co jakiś czas podchodził do opiekuna, meldując swoją obecność.

Za Burka

    Gdy właściciel schroniska zabronił wolontariuszom wyprowadzania psów na spacery dotknęło to nie tylko młodych ludzi, ale przede wszystkim psy. Także dla Ząbka było to jedyne urozmaicenie życia, wyczekiwany element schroniskowej wegetacji. Po pewnym czasie Ząbek przestał zrywać się na równe łapy, na widok ludzi pojawiających się w schronisku. Zrozumiał, że nikt nie przychodzi po niego.
    Wolontariusze znali Justynę Szkanderę, lekarza rodzinnego z Chełstu. Kiedyś podarowała na rzecz towarzystwa budę. Potem pomogła, gdy Burek, bezdomny pies z Trzcianki, potrzebował domu. Zgodziła się wziąć go do siebie. W Burku zwyciężyła jednak natura włóczykija. Skorzystał z okazji, gdy pojawiła się dziura w płocie i udał się zwiedzać powiat. Mimo poszukiwań, ogłoszeń w prasie i rozwieszonych plakatów nie udało się go odnaleźć. Było kilka fałszywych zgłoszeń, jednak wskazane psy zaledwie przypominały Burka. – Postanowiliśmy zapytać, czy pani Justyna nie zgodziłaby się wziąć do siebie Ząbka. Szkoda było, aby marnował się domek dla psa, gdy tylu nieszczęśników czeka w schronisku – mówi Joanna Grośty. Justyna Szkandera zgodziła się. Wszyscy wiedzieli, że jeśli Burek wróci, dla niego również znajdzie się tu miejsce.

Dom

    Początkowo Ząbek miał problemy z oddychaniem, jego nos zatkany był wydzielinami. Nie prezentował się też najładniej i sprawiał wrażenie zobojętniałego. – Nie zniechęciło to jednak pani Justyny za co jesteśmy ogromnie wdzięczni. Bo to nie sztuka zaadoptować młodego, ładnego psa. Najbardziej domu potrzebują takie psy, jak nasz Ząbek – podkreśla Paweł Helak z TPdZ.
    Dziś Ząbek jest panem podwórka. Posiada wygodną, ocieploną budę, ale czasami woli spać w pomieszczeniu gospodarczym. Ma dla siebie całkiem spory, ogrodzony teren. Z lubością wącha nowe zapachy i penetruje każdy zakamarek. Powoli zaczyna wierzyć w nagłą odmianę losu i coraz szybciej merda ogonem na widok swoich nowych właścicieli.    


  Beata Maciejewska

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."