|

Tajemnicą pozostanie, dlaczego ranny Tojfel przyczołgał się akurat pod dom pani Kasi. Faktem jest że trafił bezbłędnie bo w tym miejscu nie odmówiono pomocy żadnemu zwierzęciu.
Dom Katarzyny Bonk - Błoch położony jest w lesie, z dala od zgiełku. Wraz z mężem nie wyobrażali sobie życia w blokowisku i przenieśli się do Zofiowa pięć lat temu. To właśnie u nich schronienie znalazły dwa bezdomne, chore kociaki - Żwirek i Migotka. Oprócz kociąt w domu żyją cztery piękne koty: Klementyna, Kulka, Tekla i Pusta oraz mieszaniec boksera -Greta i kundelek - Gucio. Gucio odstąpił swoją budę śwince wietnamskiej i przeniósł się do domu, choć z natury woli przebywać na dworze. Nikt nie planował, że wkrótce do tej gromadki dołącza nowi mieszkańcy... Skazany Najpierw pojawił się Herman. Piękny owczarek niemiecki padł ofiarą znanego sposobu homo sapiens na pozbycie się niewygodnego problemu. Jak karze barbarzyńska praktyka, pies został przywiązany do drzewa w środku lasu, w okolicach Wałcza. Zgodnie z zamysłem nie miałby szans na przetrwanie, tyle że znajomy państwa Błoch akurat pracował w tym lesie. Kilkanaście dni wcześniej ekipa pracowników znalazła w tych okolicach przywiązanego do drzewa bernardyna. Zwierzę było jednak tak przerażone, że uciekło przed siebie natychmiast po odwiązaniu. Pracownicy leśni zdziwili się, gdy wkrótce natrafili na kolejnego psa. Herman pozwolił się zabrać i tak trafił do państwa Błoch. Okazało się, że ma około sześciu miesięcy i mimo imponującej postury przejawia typowo szczenięce zachowanie. Zarówno koty, jak i dostojna Greta oraz opiekuńczy Gucio bez problemu przyjęli go do swojego grona. Oczywiście gdy Herman staje się niedelikatny, dają mu do zrozumienia, kto tu rządzi. Konał na progu Dwa tygodnie później, 26 stycznia nad ranem, Gucio zaczął zachowywać się niespokojnie. Katarzyna Bonk - Bloch postanowiła wypuścić go na podwórko. Gdy otworzyła drzwi, ujrzała na progu skulonego, małego psa. Nie ruszał się i był cały oszroniony, sprawiał wrażenie martwego. Pani Kasia wniosła zwierzę do domu i zaczęta ogrzewać. Wówczas okazało się, że psiak jest bardzo poraniony. Na ciele miał około dziesięciu dużych dziur. Zajęli się nim lekarze weterynarii. Stwierdzono, że musiał zostać pogryziony przez inne psy. Po kilku dniach podjęto decyzję o amputacji tylnej łapy. – Pamiętam, że przez kilka dni piesek był w ciężkim szoku, nie chciał jeść, nie miał ochoty się ruszać, trzeba było wynosić go na dwór, aby się załatwił. Po kilku dniach zaczął dochodzić do siebie, interesować się otoczeniem - opowiada Katarzyna Bonk - Błoch. Dziś rany stopniowo się zabliźniają. Okazało się, że brak tylnej łapy zupełnie nie przeszkadza temu radosnemu psiakowi. Tojfel ma niecały rok, a swoje imię zawdzięcza łobuzerskiemu usposobieniu. - Teufel to po niemiecku diabeł A on jest takim diabełkiem, bo nie dosyć, że czarny to taki zaczepialski, ruchliwy, wszędzie go pełno - uśmiecha się pani Kasia. Ze wszystkich zwierząt Tojfel najlepiej dogaduje się Hermanem. W końcu oboje są po trudnych przejściach i w zbliżonym wieku. Jednak gdy Tojtel leżał ranny, opiekował się nim Guciu. Lizał go i pilnował, podobnie jak kiedyś kotka - Żwirka. Cała ta zwierzęca gromada: koty, psy i świnka wietnamska, żyje ze sobą w przyjaźni. Może stanowić to niezłą lekcję tolerancji dla łudzi, którym niekiedy wydaje się, że ziemia jest tylko dla nich. Beata Maciejewska
|