Jak Rakieta został Cezarem

Wolontariusze zaraz po wejściu do schroniska zauważyli, że coś się w nim zmieniło. Coś nie było jak zwykle...- Gdzie jest Rakieta? - padło pytanie. I już było wiadomo że zabrakło jednego z najbardziej charakterystycznych mieszkańców azylu. Szczęście uśmiechnęło się wreszcie do niego.

 
    Zdawało się, że Rakieta na stałe wpisał się w schroniskowy krajobraz. Po prostu stał się jego nieodłączną częścią. Trafił tu 27 maja 2002 roku, z Krzyża Wlkp. Od początku wyróżniał się sprytem i niespożytą energią. Wystarczyło wyjść z nim na spacer na smyczy, aby pojąć, dlaczego zyskał właśnie takie imię. Miało się wrażenie, że zaraz wyleci się w kosmos na drugim końcu smyczy.

Małpie sztuczki
    Rakieta uwielbiał ruch, wolność, spacery. Nie znosił zamknięcia. Potrafił wydostać się z  każdego kojca, wspinał się po płocie czy ścianie jak małpa. Jeden spacer z wolontariuszami nie zadowalać go w najmniejszym stopniu, i gdy wyprowadzali psy z  kolejnego kojca Rakieta wspinał się po ścianie i wyskakiwał na zewnątrz. Następnie dyskretnie wciskał się w tłum i szedł na spacer z każdą kolejna grupą psów. Niezauważony, jak mu się zapewne wydawało. Na spacerze, na który zabierany był oficjalnie, potrafił podporządkowywać sobie inne psy czasami wdawał się w bójki, gdy któryś nie chciał mu ustąpić. Na każdej, kolejnej przechadzce stawał się potulny jak baranek. Wędrował przy nodze opiekuna jak szkolony, policyjny pies. Wolontariusze przypuszczali, że nie chciał dać poznać, że to właśnie on idzie z nimi. Bo czyż to posłuszne psisko mogłoby być Rakieta? Z czasem zaczął też, wyskakiwać na powitanie przybyłych i dlatego wszyscy odczuli pewien brak, gdy w minioną sobote szary mieszaniec charta nie wybiegł im naprzeciw.
 
Odradzali go
    Schludne gospodarstwo rodziny Kaszkowiaków z Lubasza, stało się jakby zamarłe bez psa. Zabrakło go po nocy sylwestrowej, gdy zginął tragicznie. Przeraziły go wybuchy petard. - Zamierzaliśmy poczekać na jakiegoś szczeniaka, ale w końcu stwierdziliśmy, że musimy mieć psa i JUŻ - wspomina Bogumił Kaszkowiak. Słyszeli od znajomych o schronisku w Jędrzejewie. Postanowili przygarnąć psa stamtąd. Najpierw do schroniska pojechała Natalia, córka pana Bogumiła, uczennica drugiej klasy gimnazjum. Nie potrafiła się jednak zdecydować na żadnego psa. Tydzień później wybrał się tam Bogumił Kaszkowiak z synami. Zwiedzali schronisko, wybór był trudny. Początkowo w ogóle nie zauważyli Rakiety -zobaczyli go przez przypadek, psy z tej kwatery były akurat na wybiegu. Uwagę pana Bogumiła przykuł szybko biegający, z dumnie uniesionym ogonem, czysty, proporcjonalnie zbudowany pies. - Ładnie się prezentował od razu mi się spodobał. Co prawda żona chciała małego psa, a jeden z pracowników schroniska odradzał nam: nie bierzcie tego psa, bo on wszystkie płoty bierze, ale postanowiłem, że weźmiemy właśnie tego - mówi Bogumił Kaszkowiak.
 
Cezar
    Rakieta otrzymał nie tylko nowe imię - Cezar, ale też własną budę, której nie musi z nikim dzielić. Mimo to, pierwsze dni we własnym domu były dla niego trudne. Dało się wyczuć, zżył się ze schroniskowym środowiskiem, bo bardzo tęsknił. Poza tym nie jest przyzwyczajony do życia na łańcuchu i źle to znosi. Bogumił Kaszkowiak wybuduje jednak dla niego kojec. Poza tym pies jest  regularnie  spuszczany i wychodzi na spacery z Natalią, która jest jego ulubienicą., Czasami przejawia lęk, boi się niektórych, gwałtownych ruchów. Powoli jednak oswaja się z nowymi warunkami. Jest tu kilka tygodni, a już szczeka na obcych. Fascynuje go też jedzenie, zwłaszcza potrawy domowe, które zjada z ogromnym apetytem. - Na pewno będzie u nas do końca - deklaruje nowy właściciel.


Beata Maciejewska

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."