Drugie życie Tygrysa

Od kilku tygodni Tygrys spoczywałby już (w najlepszym przypadku) pod ziemią. Weterynarz opiekujący się schroniskiem zdecydował, że pies kwalifikuje się do tzw. „uśpienia". Dzięki Ewie i Andrzejowi Bielawskim, Tygrys ma szansę pokazać, jak bardzo kwalifikuje się do... życia.

 
    Tygrys mieszkał już kiedyś w Trzciance- Sześć lat temu trafił do schroniska w Jędrzejewie. Gdy w schronisku pojawili się wolontariusze, nie chciał początkowo wychodzić na spacery. Bał się ludzi, smyczy, różnych odgłosów. Swój pierwszy spacer spędził, leżąc przez godzinę skulony w krzakach pod schroniskiem. Wolontariuszka głaskała go, łagodnie przemawiała, ale on nie chciał wykonać żadnego ruchu. Z czasem zaczął cieszyć się jak wariat na widok młodzieży i wychodzić z nimi, nawet na smyczy. Zawsze protestował przed powrotem do kojca. Trzeba go było wkładać tam siłą. Kładł się wtedy na plecach i delikatnie gryzł po rękach, gdy chciało się go dotknąć.
 
Wyrok odwołany
    Kilka tygodni temu, zgodnie z zawartą wcześniej umową, że żaden z podopiecznych nie zostanie poddany eutanazji bez uprzedzenia o tym wolontariuszy, zadzwoniono ze schroniska. Wolontariusze zostali poinformowani o planowanej eutanazji Tygrysa. Powodem było to, ze zaczął powłóczyć tylnymi łapami oraz nie trzymał moczu i kału. Członkowie Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt natychmiast adoptowali Tygrysa, aby uchronić go przed śmiercią. Przede wszystkim postanowili uzyskać diagnozę, co w ogóle dolega zwierzęciu. Udali się z nim do lecznicy w Pile, gdzie wykonano mu zdjęcie rentgenowskie.
    Okazało się, że psu wypadł dysk. Lekarz zaproponował dwie możliwości, albo kosztowna operacja i 50 proc. szansy, że będzie efekt, albo - polecił im wyjazd do Drawska, do znanej pani Rozanek, która podobnie jak kiedyś jej ojciec, pomaga w alternatywny sposób wielu ludziom. Jak się okazuje, także i psom, bo pilski lekarz weterynarii skierował do niej około czterdziestu swoich pacjentów. Beznadziejny okazał się tylko jeden przypadek.
    Rzeczywiście pani Rozanek kilkoma wprawnymi ruchami, zupełnie bezboleśnie nastawiła Tygrysowi dysk. Nie chciała przyjąć za to ani złotówki. Wolontariusze przecierali oczy ze zdumienia, gdy Tygrys zaczął normalnie chodzić i panować nad wydalaniem!
 
Druga młodość
    Pojawił się problem, kto weźmie Tygrysa? Wolontariusze i ich znajomi mają już po kilka psów ze schroniska. Tymczasowo przyjęli go do siebie Ewa i Andrzej Bielawscy z Trzcianki, a młodzi ludzie uruchomili wszystkie swoje kontakty. Nikt jednak nie chciał psa. Zresztą okazało się to niepotrzebne, bo po kilku dniach państwo Bielawscy nie wyobrażali już sobie, aby oddać Tygrysa. - Oboje z mężem bardzo go polubiliśmy. Okazało się, że bez problemu zgadza się z naszym dalmatyńczykiem - Sarą. Miło jest obserwować, jak Tygrys zmienia się w zdrowego, radosnego psa - mówi Ewa Bielawska. Tygrys przeżywa drugą młodość. Wolontariusze nie wiedzieli, że potrafi być tak radosny i żywiołowy. W schronisku taki nie był. Nie wiedzieli też, że potrafi tak szczekać. Zaaklimatyzował się bardzo szybko i już po kilku dniach zaczął bronić podwórka, alarmując głośnym szczekaniem pojawienie się obcych. Wypiękniała mu sierść, zaczął się bawić i dokazywać jak szczeniak. - Czuje się tu jak u siebie. Początkowo nie mógł nacieszyć się jedzeniem. Pochłaniał wszystko w zastraszającym tempie, jakby obawiał się, że ktoś mu to zabierze. To, czego nie mógł już zjeść - zakopywał sobie na później. Najbardziej fascynują go dania, jakich nie jadł od kilku lat, a więc kasza i ryż z mięsem, różne zupki z warzywami, psie przysmaki - uśmiecha się Ewa Bielawska.


 Beata Maciejewska

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."