|

Józek zaczął przechodzić z rąk do rąk i z taką etykietką trafiłby do schroniska, co wróżyłoby, w najlepszym przypadku, dożywotni w nim pobyt. Miał szczęście, że spotkał na swej drodze Marka Maluśkiewicza, który ma serce nie tylko dla dzikich zwierząt i roślin.
Marek Maluśkiewicz od zawsze pasjonuje się przyrodą. Zamiłowanie to zaszczepił w nim wujek, z wykształcenia -ornitolog. Zanim został przewodniczącym Nadnoteckiego Koła Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody „Salamandra", należał do kilku organizacji tego typu. Nie podobał mu się jednak ich sposób działania. W „Salamandrze" jest od czterech lat i czuje, że odnalazł swoje miejsce. To ogólnopolskie stowarzyszenie zajmuje się ochrona dziko żyjących roślin i zwierząt, badaniami naukowymi i edukacją przyrodniczą. Od jakiegoś czasu, uwagę Marka Maluśkiewicza przykuło jeszcze jedno zjawisko... Niczyj pies Kilkakrotnie pisaliśmy w „TN" o psie Józku. Znalazł się w trzcianeckiej lecznicy parę miesięcy temu, po wypadku samochodowym, któremu uległ w Czarnkowie. Wolontariusze zaczęli poszukiwania jego właściciela, ale już wkrótce zorientowali się, że nie miał u niego za dobrze i woli przebywać z nimi. Zaczęto więc szukać nowego domu dla tego sympatycznego psiaka. Wzięła go do siebie pewna pani i oddała po kilku dniach, bo... nie szczekał. Gdy jedna z wolontariuszek zabierała Józka, na kilka godzin dziennie, do mieszkania, nie potrafił się w nim zachować, roznosiła go energia. Wyglądało, że lepiej będzie się czuł na dworze. Wreszcie przygarnęła go mila rodzina i wydawało się, że historia znalazła swój szczęśliwy finał. Wówczas Józek uciekł z ich domu, prosto do... lecznicy. Zaczął uważać to miejsce za swój dom, a pracowników witał merdaniem ogona. Rodzina oznajmiła, że woli kota. Kolor Szeryfa Józek potrafi zaskakiwać. Choć o tym samym zwierzaku mowa, Józek Marka Maluśkiewicza, to zupełnie inny pies. Jednak radość życia pozostała w nim ta sama. Nie tylko mieszka w domu, ale też zachowuje się w nim spokojnie. Okazało się, że jest przymilny i łasy na pieszczoty. Ani w głowie mu ucieczki, szczeka. Potężnym, grubym głosem oznajmia przybycie obcych. - Było mi żal Józka, że tak długo nie może znaleźć domu. Podziwiałem go, że ma tyle energii i radości życia, mimo tego, że siedzi w klatce. - Od. początku przypadł mi do gustu, a do tego namawiali mnie pracownicy lecznicy, abym go wziął, więc w końcu uległem. Nie ukrywam, że zdecydowałem się na Józka, również dlatego, że kolor jego sierści przypominał mi Szeryfa. Pierwszego psa bardzo się pamięta - mówi Marek Maluśkicwicz. Pierwszy pies Marka Maluśkiewicza, pochodził ze schroniska. Pracując jako dziennikarz, młody przyrodnik kilkakrotnie odwiedził Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Jędrzejowie. - Odkąd odwiedziłem schronisko, wiem, i że wszystkie moje psy będą właśnie stamtąd. Jeśli istnieją psy, które nie mają swojego pana, to wolę je przygarnąć, niż kupić np. rasowego szczeniaka. Psy ze schroniska są bardzo wdzięczne, można powiedzieć, że doceniają własny dom - wyjaśnia Marek Maluśkiewicz. Wybrać psa pojechał z brałem i właściwie to on wskazał na Szeryfa. Marek Maluśkiewicz nie był w stanie wybrać któregokolwiek psa. Bo niby dlaczego właśnie ten, a nie inny? W momencie adopcji Szeryf miał około sześciu lat. Okazał się bardzo oddanym czworonogiem. Nie pozwalał się nikomu zbliżyć do swojego pana. Gryzł, gdy ktoś przekroczył uznawaną przez niego granicę. Po trzech latach zaczął chorować na serce. Po półrocznej walce o jego życie, trzeba było pozwolić mu odejść... Razem raźniej Po dwóch tygodniach w domu zamieszkał Borys- Także ze schroniska. Gdy Marek Maluśkiewicz już go wybrał (tym razem sam) i zamierzał włożyć do samochodu, pies uciekł pod swój boks w schronisku. Do dziś boi się jazdy autem i zdradza lęk przed obcymi ludźmi. - Chociaż minęło półtora roku, naturalnie zachowuje się tylko w mojej obecności i przy osobach, które dobrze zna. Musiał doznać jakiejś krzywdy - wyjaśnia przyrodnik. Gdy kilka tygodni temu w domu pojawił się nowy pies, Borys spoglądał na niego podejrzliwie. Tymczasem Józek obwąchał teren i już gotowy był do zabawy z psim kumplem. Początkowo Borys nie rozumiał, o co chodzi temu skaczącemu wokół niego narwańcowi. Dziś nie trzeba mu tego tłumaczyć. - Gdy wypuszczę je do ogrodu, potrafią przez trzy godziny tylko i wyłącznie biegać. Józek zapomina nawet, że ma chorą łapę - śmieje się przewodniczący „Salamandry." Oba psy żyją ze sobą w przyjaźni, mimo że różnią się od -siebie. Józek wita wszystkich radośnie, Borys musi ich najpierw poznać. W ogrodzie bardziej dokazuje Józek, a w domu - Borys, Borys nie witał dotychczas zbyt entuzjastycznie swojego pana, gdy ten wracał z pracy. Gdy zauważył, że Józek wita pana z całą wylewnością, na jaką stać psa, zaczął go naśladować. - Teraz oboje rzucają się na mnie, jakbym wrócił po roku nieobecności - śmieje się Marek Maluśkiewicz. Beata Maciejewska
|