Znalazły dom

Stogi słomy były schronieniem dla sześciorga bezdomnych szczeniaków. Mieszkańcy gminy sami rozwiązali ten problem. Otwierając drzwi swego domu uchronili psy przed schroniskiem, a gminę przed ponoszeniem kosztów.

 
    O dzikich lokatorach, zamieszkujących stogi słomy, dowiedziano się przypadkiem. Na początku roku tęskniący za więzieniem piroman podpalił m.in. stóg słomy na jednym z pól w Przybychowie. Na drugi dzień po zdarzeniu, nasz redakcyjny kolega postanowił obejrzeć miejsce zdarzenia. Wówczas zobaczył kryjąca się w stogu, wystraszoną gromadkę szczeniaków. Okazało się, że dla właściciela pola nie była to żadna rewelacja.
 
Co powie wójt?
    Od jakiegoś czasu stogi słomy stanowiły schronienie dla trojga dorosłych psów. Nie wiadomo, skąd się przybłąkały. Były dzikie i jak ognia unikały ludzi. - Tu niedaleko mieszka człowiek, który trzyma całą watahę psów. Może te trzy odłączyły się od reszty i tak sobie dziko żyją - sugeruje mieszkaniec Przybychowa. Mieszkańcom nie przeszkadzały nieoswojone psy. Nie robiły nikomu krzywdy, radziły sobie same. Problem pojawił się, gdy urodziło się sześć szczeniaków...
    Sprawę zgłoszono wójtowi. Wszyscy spodziewali się, że psiaki zostaną wyłapane i umieszczone w schronisku dla  Bezdomnych  Zwierząt w Jędrzejewie. Takie rozwiązanie nie zadowalało jednak Stanisława Pochyluka. Podjął się on znalezienia domów dla szczeniaków, a także dla dorosłych psów. - To dość niespodziewana postawa. Zazwyczaj urzędnicy chcą mieć czysty teren i pozbyć się problemu. Bardzo łatwo godzą się na wszelkie łapanki, choćby pies byt zadbany i miał obrożę, co może wskazywać, że właśnie się zgubił. Nikomu nie chce się zadać sobie trochę trudu i np. znaleźć zwierzęciu dom - nie ukrywa Alicja Kowalska z Towarzystwa Pogotowie dla Zwierząt. Wójtowi gminy Połajewo to się jednak udało. Zaktywizował mieszkańców i chętnych znalazło się więcej niż szczeniaków. Niemożliwe okazało się natomiast złapanie dorosłych psów. Gdy tylko ludzie zbliżali się do nich, natychmiast uciekały. - Znalezienie domów dla tych psów, dzięki życzliwości mieszkańców nie było wcale takie trudne. Uznałem, że umieszczenie psów w schronisku nie rozwiązuje problemu, bo gmina musi płacić za ich pobyt tam. Poza tym same psy nie czują się najlepiej w takim miejscu - mówi Stanisław Pochyluk, wójt gminy Połajewo. Nie dziwi więc fakt, że z terenu gminy Połajewo w schronisku znajdują się... dwa psy.

Córka Aleksandra Sawickiego z kuzynką prezentują Misie. Borys
    Właścicielem jednego ze szczeniaków został pracownik Urzędu Gminy w Połajewie, Krystian Stuba. W styczniu br. pojechał po psa wraz z Mieczysławem Budnerem z Boruszyna, który również złapał sobie „stogowego psa". - Decyzja ta spowodowana była chwilą, bo właśnie zginął nam pies. Był duży mróz i usłyszałem od wójta, że na polu mieszkają małe psy. Zrobiło mi się ich żal. I tak zamierzałem przygarnąć jakiegoś pieska, a była świetna okazja, aby przy okazji jakoś pomóc - wyjaśnia Krystian Stuba, mieszkaniec Połajewa, psiak został nazwany Borysem. Początkowo był silnie przestraszony. Bał się zwłaszcza ludzi. Pierwsze  tygodnie  spędził w pomieszczeniu socjalnym, gdzie schowany za piecem, czuł się bezpiecznie, Powoli zaczął sam wychodzić na podwórko. Po trzech tygodniach penetrował teren i sam wracał do domu. Dziś broni swojego terenu, obszczekuje gości. - Chyba, że przyjadą samochodem, wówczas ucieka, bo nadał boi się pojazdów - uśmiecha się Krystian Stuba, który jest oczywiście ulubionym panem Borysa.
    Gdy właściciel zapomni o porze karmienia, pies szczypie go po łydkach, przypominając o swoim istnieniu. Bez problemu zgadza się z Piniem, swym starszym, choć mniejszych rozmiarów kolegą. - Myślę, że przygarnianie takich psów, to świetny pomysł, bo są bardzo wierne i odwdzięczają się za podarowany dom - podsumowuje właściciel Borysa.

Misia
    Aleksander Sawicki z Przybychowa, właściciel pola ze stogami słomy, sam przygarnął dwa szczeniaki. Od dawna obserwował poczynania psów mieszkających na jego polu. Do młodych można było podejść, dorosłe natychmiast uciekały. Dziś została mu tylko Misia, urocza, łagodna suczka, ulubienica żony pana Aleksandra. Drugi psiak trafił do znajomej rodziny. Oprócz dwóch mieszańców owczarków niemieckich, towarzyszem Misi został pięcioletni Dino, - Jest niewidomy od urodzenia, ale świetnie sobie radzi. Ma doskonały słuch i węch. To też stworzenie, więc co mieliśmy zrobić, wyrzucić? - mówi Franciszek Sawicki, brat pana Aleksandra i mieszkaniec Połajewa.
    Rodzina Sawickich ma najbliższy kontakt z dzikimi psami, które rozpoznają ich i przyglądają się często ich pracy na polu. Jako jedyni mogą podejść najbliżej psów. Wójt postanowił więc spróbować z pomocą tej rodziny oswoić dorosłe psy. Tym bardziej, że jeden z nich ma ranną łapę, a poza tym niedługo znów mogą urodzić się młode. Choć chętnych na nie pewnie znów nie zabraknie


 Beata Maciejewska

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."