|

Wolontariusze stracili już nadzieję ze uda się uchronić Tycie przed schroniskiem. I właśnie wtedy szóstoklasista, Damian Tryba zobaczył psiaka na plakacie. Razem z sześcioletnią siostrą - Sarą rozpoczęli batalię o małą suczkę.
Gdy 13 października, ubiegłego roku mała suczka wpadła pod samochód, nie była jeszcze Tycią. Nie zgłosił się nikt, kto mógłby powiedzieć, jak ma na imię. Wypadek zdarzył się w Tarnowie Podgórnym, koło Poznania. Aż stamtąd przywieziono psiaka do lecznicy w Trzciance, gdzie spędziła długie miesiące. Miała mocno uszkodzona tylna łapkę. Wolontariusze wyprowadzali ją na spacery i starali się oswoić. Suczka bała się ludzi. Była bardzo smutna i zrezygnowana. W dobry nastrój wprawiało ją jedynie towarzystwo psa - Józka, który tak jak i ona przebywał po wypadku w szpitalu i szukał domu. Przy nim stawała się pewniejsza. Przygarnij Tycie Mimo jej małej postury i słodkiego wyglądu nie udawało się znaleźć domu dla Tyci. Któregoś dnia na placu, gdzie co wtorek odbywa się targowisko, szóstoklasista z Trzcianki, Damian Tryba zauważył plakat zatytułowany „ Przygarnij Tycie". Smutnie spoglądający psiak z plakatu spodobał mu się od razu. - Przeczytałem ogłoszenie, że Tycia szuka domu. Chciałem natychmiast po nią iść, ale mama się nic zgodziła. Namawiałem ją kilka tygodni - mówi Damian. - A córka namawiała mnie. Nudziła i nudziła, że może się zgodzimy. Ja na to, że nie, bo kto będzie sprzątał i wychodził z psem. To przecież poważna decyzja, nie na pięć minut -uśmiecha się Danuta Janyska, babcia chłopca. Do intensywnego namawiania włączyła się też sześcioletnia Sara, siostra Damiana. Mamy dzieci nie trzeba było długo namawiać, gorzej było z babcią, a to ona miała decydujący glos, Damian i Sara od małego byli chowani ze zwierzętami. Mieli psa - Fufę, który po ich przeprowadzce do babci, pozostał u cioci. Babcia miała bowiem już dwa koty i psa - Amora. - Żył w przyjaźni z kotami Murzynem i Gryzlim. ale nie pozwalał im chodzić po szafie, zaczynał wtedy warczeć i już wiedziałam, że koty psocą - wspomina Danuta Janyska. Osiem lat temu Amor zachorował na raka i gdy odszedł, pani Danuta postanowiła, że już nie weźmie żadnego psa, Wkrótce też umarł Murzyn, a Gryźli zaginął. Prawdziwy dom W końcu jednak babcia musiała ulec namowom. Sara wraz z mamą poszły po Tycie do lecznicy. - Tycia siedziała w takiej wielkiej klatce, zrobiło mi się jej bardzo żal, jak ona tam wytrzymuje- Nie miała już picia, a lekarki nie przychodzą, a piesek wszystko wyjada, więc jak ma wytrzymać? - opowiada z przejęciem Sara. Po przybyciu do swojego nowego domu Tycia przez kilka tygodni leżała jak sparaliżowana w kąciku, na poduszce. - Nawet nie drgnęła ani nie odezwała się. Podstawialiśmy jej jedzenie pod nos, a1e nie chciała jeść. Dopiero gdy nikt jej nie widział, cichaczem szła się najeść - wspomina Danuta Janyska. Dzisiaj Tycia alarmuje szczekaniem nadejście intruzów. Uwielbia dzieci- Radośnie wita je, gdy wracają do domu. Śpi z nimi w łóżku na przemian, a gdy ktoś z dorosłych chce się wtedy zbliżyć do dzieci, ostrzegawczo szczeka. Pozostał w niej lęk przed ulicą, samochodami, gwałtownymi ruchami i hałasem. Ale to już zupełnie inny pies, niż przerażona istotka z lecznicy. Do jej ulubionych zabaw należy ciąganie za włosy lalek Barbi i darcie na strzępy papierowych lalek, które wykonuje Sara. Lubi też biegać za dziewczynką po domu. - Lubimy zwierzęta bo są milutkie, mają ładne futerko, a gdy spadnie poduszka, to pies ją podniesie i nie trzeba wcale się nachylać. I nie wolno śmiać się z Tyci, że jest taka długa, gdy się rozłoży - podsumowuje rezolutna Sara Beata Maciejewska
|