Trudny powrót

16 - letni mieszaniec Kuba zaskoczył wszystkich. Wolontariuszy - bo okazał się głuchy, a nie jak podawano - niewidomy. Właścicieli - bo się odnalazł, a myśleli, że zakończył swój psi żywot.

 
    Kilkoro członków Towarzystwa „Pogotowie dla Zwierząt" poruszyła smutna sytuacja, w Jakiej znalazł się 16 - letni kundelek. Na początku roku zagubił się w swoim rodzinnym Czarnkowie. Został złapany na polecenie Straży Miejskiej i umieszczony w schronisku w Jędrzejewie. Córka właścicieli pytała o psa w jednej z lecznic, lecz uzyskała tam błędną informację o tym, że taki pies nie trafił do schroniska. Gdy okazało się, że nastąpiła pomyłka, nikt nie posiadał danych właścicieli...
 
Widział
    Dziś już nie wiadomo, od kogo wyszła informacja, że pies jest niewidomy, Członkowie TPdZ wykonali plakaty i porozwieszali je w Czarnkowie, zamieścili ogłoszenia w lokalnej prasie i telewizji. Prosili w nich o kontakt właścicieli niewidomego psa, który jednak przebywa w schronisku i bardzo tęskni. - To było takie bezsensowne, żeby stary pies zamiast dożywać swych lat w domu, poniewierał się w schronisku. Na stare lata należy się psu szczególna opieka za czas, w którym nam towarzyszył - mówi Joanna Grośty, prezes TPdZ. Dlatego wolontariusze postanowili nie poddawać się i szukać do skutku.
    Jednak w międzyczasie właściciele Kuby zamieszkali pod Czarnkowem. A ich córka na co dzień przebywa w Poznaniu. Nastał marzec, a nikt nie zgłaszał się po psa. Zupełnie przypadkowo emerytowany policjant. Jerzy Kołyszko z żoną przechodzili któregoś dnia obok budki z fast-foodem przy czarnkowskim Polo-markecie. Na budce ujrzeli plakat ze swoim pupilem. - Zdziwiło nas, że Kuba nagle stał się niewidomy, bo z tego co wiedzieliśmy, był tylko głuchy. Domyśliliśmy się jednak, że musiała nastąpić pomyłka - śmieje się Jerzy Kołyszko.
 
Znaleziony
    Wraz z żoną udali się do schroniska w Jędrzejewie po psa. Początkowo pracownica schroniska nie mogła znaleźć Kuby. Wiedziała, o którego psa chodzi, ale nigdzie go nie było. - Obeszliśmy cale schronisko, a po Kubie ani śladu. Już zwątpiliśmy, ale wtedy pani ta zadzwoniła do innej, która wyjaśniła jej, że nasz pies jest w dziale izolatki, bo jest po zabiegu - wspomina były policjant. Okazało się, że na stare lata Kuba został poddany zabiegowi kastracji. Jego widok zaskoczył właścicieli. Kuba był chudy i osowiały, z trudem się poruszał. - Był obolały po operacji, a poza tym pewnie nic tu nie jadł. Raz że tęsknił, a dwa że przyzwyczajony był do lepszego jedzenia, dawaliśmy mu np. salceson - domyśla się właściciel. Rodzice natychmiast zadzwonili do córki - Agaty, która zareagowała wybuchem płaczu. - Od małego była związana z tym psem i miała nam za złe, że zginął. Była uszczęśliwiona wiadomością, że Kuba wrócił do domu - wyjaśnia Jerzy Kołyszko.
 
Ani na krok
    Kuba mieszka teraz w jednorodzinnym domu, ma własne zielone podwórko, którego strzeże z całą zaciętością, na jaką go stać. Ma też towarzysza, 4-letniego Niuńka, pięknego, długowłosego owczarka niemieckiego. Oba psy mają wspólne doświadczenia, bo Niuniek także został adoptowany ze schroniska w Jędrzejowie. Widać, że ktoś musiał go szkolić, gdyż zna różne komendy. - Cała ta historia pozostawiła pewien ślad w Kubie, nie chce wychodzić z domu bez nas. Cały czas ktoś musi być z nim na zewnątrz - mówi Jerzy Kołyszko. Przecież miał okazję przekonać się, że powroty do domu bywają trudne...


 Beata Maciejewska

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."