|

Psy ze schroniska działają jak narkotyk. Jeśli raz zaadoptujesz jednego z nich, nie będziesz mógł już przestać.
Przekonała się o tym Monika Kwaśniewska, która gdy tylko Grzebyk przekroczył Tęczowy Most, przyjęła do siebie niezauważanego dotychczas Rubina. Był on do tego stopnia niewidoczny, że spędził w schronisku większość swojego życia.
Kilka tygodni temu mieszaniec Grzebyk, zaadoptowany ze schroniska przez Monikę Kwaśniewską, przekroczył Tęczowy Most...Prawie całe psie życie mieszkał w schronisku. Nie licząc krótkotrwałego epizodu adopcyjnego, kiedy to gospodarze zwrócili go po trzech miesiącach, bo był...za łagodny. Duży pies o gołębim sercu wymarzonym domem cieszył się niespełna pół roku. Odszedł niespodziewanie, przestał funkcjonować w ciągu kilku dni. Wystąpiły u niego silne napady padaczkowe, nie mógł już wstawać. Gdy stracił wzrok, rozpaczliwie skamlał, słysząc głos swojej pani i nie rozumiejąc, dlaczego nie może jej zobaczyć... Odchodzą szybko Często zdarza się, że psy żyjące wiele lat w schronisku, o których zapomniał świat, które przetrwały epidemie chorób, zimno, ciasnotę, ciągłe niedojadanie i brak czułości, odchodzą szybko, gdy tylko znajdą dom. Warunki ich życia poprawiają się nagle, a organizmy zmęczone wieloletnią mobilizacją, przestają walczyć...Właśnie wtedy na wierzch „wypływają” ich ukryte choroby, których nikt nie zdiagnozował ani nie leczył. Monika Kwaśniewska wierzy, że Grzebyk odszedł dlatego, aby zrobić miejsce innemu psiakowi ze schroniska. Zaznał, jak to jest być psem szczęśliwym, domowym pupilem, uwielbianym na każdym kroku. Chciał się tym podzielić z innymi towarzyszami jego wieloletniej niedoli. Usunął się za Tęczowy Most.
Niezauważalny Ośmioletni Rubin należał do tej samej grupy psów, co Grzebyk, a więc do objętych akcją TPdZ „Skazane na zapomnienie”. Towarzystwo Pogotowie dla Zwierząt wydało folder z dwudziestoma ośmioma psami ze schroniska, które przebywają w nim najdłużej, choć nie są najstarsze. Dzięki intensywnym działaniom wolontariuszy, udało się znaleźć domy dla kilkunastu spośród nich, w tym dla Grzebyka. Rubin, mimo wielokrotnych ogłoszeń w prasie pozostawał niezauważalny. Skromny, cichy pies, przez większość czasu zachowywał się tak, jakby go nie było. Nie potrafił nachalnie rzucać się w oczy odwiedzających, nie posiadał też ani kropli błękitnej krwi, co działało na jego niekorzyść. Gdy towarzystwo mogło jeszcze odwiedzać schronisko i wyprowadzać psy na spacery, Rubin należał do ulubieńców dzieci. Każde chciało wyprowadzać właśnie jego, bo szedł grzecznie na smyczy i był niesłychanie przyjazny. Gdy zaczął obowiązywać zakaz wstępu do schroniska, psy przyzwyczajone do odwiedzin, zostały po raz kolejny opuszczone. – Nigdy nie zapomnieliśmy jednak o naszych psach i do dzisiaj staramy się każdego z nich stamtąd wydobyć – podkreśla Tomasz Bogucki z TPdZ.
Od pierwszego wejrzenia
Nikt z towarzystwa nie śmiał proponować, aby po niespodziewanym odejściu Grzebyka, Monika Kwaśniewska zaadoptowała kolejnego psa. – Spodziewaliśmy się, że nie będzie mowy o tym, aby przez jakiś czas pani Monika myślała o psie, że potraktuje to jak wielu ludzi, jako powód do użalania się nad sobą i podjęcia twardego postanowienia: nigdy więcej nie chcę tego przeżywać – przyznaje Paweł Helak z TPdZ. Stało się jednak zupełnie odwrotnie, bo już następnego dnia mieszkanka Trzcianki poinformowała TPdZ, że chce pomóc kolejnemu psu. Oczywiście powstało zamieszanie, którego psa wybrać? Kto ma być tym szczęściarzem? Dlaczego ten a nie tamten? Wolontariusze poprosili więc, aby przyszła właścicielka sama zdecydowała. Dla niej wybór był prosty. Podobnie jak kiedyś Grzebyk, Rubin ujął ją od pierwszego wejrzenia swoją skromnością. - Ludzie wolą wydać nawet tysiąc złotych na rasowego szczeniaka, zamiast wziąć takiego pieska ze schroniska, dać mu trochę miłości, a te pieniądze przeznaczyć na jego utrzymanie. Marzyliśmy zawsze z narzeczonym o goldenie, ale odkąd poznaliśmy los psów ze schroniska nie moglibyśmy kupić sobie psa rasowego. Niektórzy ludzie mówią nam wprost, że dziwią się, że nie dość, że wzięliśmy brzydkiego psa, to jeszcze starego. Dla mnie Rubin to jest mój najpiękniejszy piesio – uśmiecha się Monika Kwaśniewska.
Pies i pies Nowi właściciele mieli okazję przekonać się, jak różne mogą być psy ze schroniska. Grzebyk był typem łagodnego cielątka. Do wszystkich się garnął, wszystkich chciał polizać. Niesłychanie towarzyski i zawsze wesoły. Bardzo szybko zaaklimatyzował się w nowym miejscu, bez problemu dostosował się do domowego życia. Co zdumiewające, lata spędzone w schronisku nie odcisnęły na jego psychice piętna. Pozostał ufny i ciekawy świata. Inaczej rzecz ma się z Rubinem. Trafił z urazem psychicznym już do schroniska. Był lękliwy i nie potrafił zaufać człowiekowi do końca. Spacery z wolontariuszami pomagały mu w odzyskiwaniu wiary w ludzi. Potem znów został sam ze swoim strachem. Przez ostatnie dwa lata nikt go nie odwiedzał, nie głaskał, nie zabierał na spacery. Mieszkanie w bloku, spacery w centrum miasta, mnogość bodźców są dla niego szokiem. Przez pierwszą dobę po przyjeździe do domu, nie załatwił się ani razu. Kilka dni spędził w kąciku, na swoim posłaniu. Stopniowo zaczęło w nim zwyciężać zainteresowanie otoczeniem. Każdy dzień przynosi postępy. Jest zdecydowanym domatorem, świat na zewnątrz go przeraża. - Rubin powoli staje się lwem salonowym, podobnie jak niegdyś Grzebyk. Lubi wylegiwać się na kanapie, a nawet spać w naszym łóżku – mówi Ryszard Piątkowski, narzeczony Moniki. Wielkie oczy Rubina pełne są strachu, zdziwienia, ale też ciekawości. Nie spodziewał się, że jest jeszcze inny świat poza murami schroniska...
Beata Maciejewska
|